Paweł Zieliński: Piłkarsko nie odstaję
Jedną z nowych twarzy w zespole Śląska jest Paweł Zieliński. Pochodzący z Ząbkowic Śląskich młodszy brat Piotra, reprezentanta Polski i zawodnika Udinese. W wywiadzie dla ŚLĄSKnetu opowiada między innymi o sportowej rodzinie, z której pochodzi, o tym, jak czuje się w nowej drużynie i o swoich marzeniach.
Pochodzisz z usportowionej rodziny.
Tak, tato grał w piłkę w Ząbkowicach, w miejscowym Orle i za granicą - kiedy pracował w Niemczech przez 9 lat, w lokalnym zespole, w Dortmundzie. Grał raz towarzysko z Borussią, przegrała jego drużyna 0:13. W składzie byli między innymi Michael Zorc, teraz dyrektor sportowy, a kiedyś kawał piłkarza, oraz Andreas Moeller. To dzięki ojcu ja zacząłem interesować się futbolem. Mama też uprawiała piłkę ręczną i badminton w czasach szkolnych i na studiach. Moi bracia też kopią. Młodszy, Piotrek w Udine, starszy w Bielawiance.
U Was tak jest, że im młodszy z braci, tym więcej osiąga?
Niekoniecznie. Starszy przeszedł przez wszystkie szczeble młodzieżowych reprezentacji Polski. Występował w nowej I lidze w Miedzi Legnica i Kluczborku. Tylko ja na razie nie mam żadnych osiągnięć. Najwyżej byłem w III lidze. Jak do tej pory najlepiej się powodzi najmłodszemu.
Ale być może dostaniesz szansę debiutu w ekstraklasie.
Możliwe. Bardzo bym chciał i nie ukrywam, że jest to jedno z moich marzeń. Co będzie, czas pokaże.
Rozmawiałeś z trenerem, jaką widzi dla Ciebie rolę w drużynie?
Powiem szczerze, że rozmawialiśmy po pierwszym obozie. W trakcie drugiego nie było jakoś okazji. Póki co trenuję, mam w głowie, żeby jak najlepiej się zaprezentować, dobrze pracować, a dyskutować będziemy po powrocie.
Jak oceniasz swoje umiejętności w porównaniu do ligowych wyjadaczy?
Umiejętności mam spore, piłkarsko nie odstaję. Na pewno brakuje mi doświadczenia. Tego się nie nadrobi. To wszystko przyjdzie z czasem.
Na jakich pozycjach próbują Cię trenerzy?
Mogę grać jako boczny obrońca i boczny pomocnik. Nie ukrywam, że bardziej odpowiada mi gra na boku defensywy. To pozycja, na której w Śląsku jest Tadek Socha, Krzysiek Ostrowski. Toma (Hateley) można przesunąć na defensywnego pomocnika, Krzyśka na lewą stronę. Ale ja jestem nowy w drużynie, także jeszcze się tymi roszadami nie martwię. Chcę się po prostu jak najlepiej zaprezentować.
W Ślęzie prowadził Cię ostatnio Grzegorz Kowalski, były szkoleniowiec WKS-u. Jaki miał wpływ na Twoje przyjście do klubu z Oporowskiej?
Trener Kowalski odegrał tu dużą rolę. Jest w stałym kontakcie ze sztabem szkoleniowym Śląska. Dobrze się prezentowałem w III lidze, szepnął słówko, no i tak dostałem szansę.
Czy Twoim śladem mogą przyjść jeszcze jacyś piłkarze?
Na pewno. W Ślęzie jest kilku ciekawych zawodników, którzy mogli by się sprawdzić. Nazwisk nie wymienię. Nie będę tutaj nikogo wyróżniał, bo ktoś mógłby się poczuć obrażony.
Śląsk to dla Ciebie klub marzeń?
Klubem marzeń jest Real Madryt, ale tam nigdy nie trafię. Trzeba to sobie szczerze powiedzieć. Należy być realistą. Ale pochodzę z Ząbkowic i od dziecka marzyłem, żeby grać w Śląsku.