Prasówka: Trener powinien tłumaczyć się z wyników
Choć Śląsk zbliżył się na zaledwie 4 punkty do strefy spadkowej, w prasie wciąż pojawiają się spekulacje na temat szans wrocławian załapania się do czołowej ósemki. WKS rozpoczął wiosenną część rozgrywek od porażki w Poznaniu. Oto, jak to spotkanie komentują media piszące o wrocławskim zespole.
Niezła gra przeciwko wicemistrzowi Polski, skuteczny Paixao i porażka 1:2 w meczu z Lechem Poznań. Po przerwie zimowej w Śląsku zmieniło się niewiele, a strefa spadkowa coraz bliżej – pisze portal Sport.pl. - Śląsk nieźle operował piłką, grał przyzwoicie, choć miewał problemy. Pierwszy to szybko łapane żółte kartki (Gavish, Hateley i Kokoszka - 11. kartka w sezonie, klubowy rekord), drugi - krycie przy rzutach wolnych i rożnych.
Weszlo.com tak analizuje wczorajsze spotkanie:
W Poznaniu oglądaliśmy dziwny mecz, ponieważ gdyby rozebrać obie drużyny na czynniki pierwsze i przyjrzeć się z osobna grze każdego piłkarza, to większość grała naprawdę tak sobie (w najlepszym razie). Mimo to, całość dało się oglądać, atakowali raz jedni, raz drudzy, nie było szachów w środku pola, tylko żwawa bieganina w tę i z powrotem.
Gazeta Wrocławska dodaje:
Śląsk miał odrabiać straty do pierwszej ósemki, a tymczasem zbliżył się do strefy spadkowej. Na cztery punkty. Wrocławianie w pierwszym meczu piłkarskiej wiosny przegrali zasłużenie z Lechem w Poznaniu 1:2.
Słowo Sportowe uważa, że sukces można osiągnąć tylko dzięki charakterowi.
Bo życie jest walką... Taki napis miał na koszulce Łukasz Teodorczyk, który swoją bramką przesądził wczoraj o zwycięstwie gospodarzy i porażce Śląska. Te słowa powinny stać się mottem wrocławskich piłkarzy. Walka o awans do czołowej ósemki zrobiła się po pierwszym meczu wiosną jeszcze trudniejsza.
Fan Śląsk w awans nie wierzy już od dawna.
Levy trener widząc klapę swoich dotychczasowych poczynań wpuścił na parę minut aż dwóch młodzieżowców. O tym, że szanse Śląska na pierwszą ósemkę są żadne, wałkujemy na naszych łamach od grudnia. Jak ktoś wierzył w cud, to teraz musi wierzyć w cud nieziemski. Bo po porażce z Amiką tylko taki może jeszcze coś w tej materii zmienić.
Kontuzje Tomasza Hołoty i Przemysława Kaźmierczaka oraz nadmiar kartek u Dalibora Stevanovicia spowodowały niemały problem z obsadą środka pola Śląska.
Szkoleniowiec zmuszony był wybrać wariant defensywny, a w składzie zmieścić aż sześciu nominalnych obrońców – wylicza Sport.pl
Zdaniem Wrocławskiej duży wpływ na poczynania piłkarzy miał rozjemca.
Bohaterem pierwszej części spotkania był... arbiter. Otóż sędzia Paweł Pskit założył sobie najwidoczniej przed pierwszym gwizdkiem, że będzie przy Bułgarskiej strażnikiem Teksasu i wszystko chce trzymać pod kontrolą za pomocą żółtych kartek. Efekt był taki, że w 25 min wyciągnął pięć kartoników, a przed przerwą dołożył jeszcze jeden. Gdyby to była liga angielska, to śmiemy twierdzić, że sędzia czasem nawet by nie gwizdnął, nie mówiąc już o kartce.
Gorzej na tym wszystkim wyszedł Śląsk, bo gdy kończyła się pierwsza połowa, upomnienia mieli na koncie dwaj defensywni pomocnicy i środkowy obrońca Oded Gavish. Właśnie od akcji, w której piłkarz z Izraela obejrzał żółtą kartkę, zaczęło się strzelanie w tym meczu.
Pierwszy gol dla gospodarzy padł po stałym fragmencie gry i błędzie wrocławskich defensorów.
Po rzucie wolnym dla Lecha obrońcy Śląska pilnowali głównie siebie, a Kasper Hamalainen z najbliższej odległości i z największą łatwością umieścił piłkę głową w bramce wrocławian – relacjonuje Sport.pl.
Kolejnym zmartwieniem trenera WKS-u była mało doświadczona ławka rezerwowych.
W końcówce Śląsk potrzebował postawić na ofensywę, ale nie bardzo miał jak. Ratować wynik dla wrocławian mieli Plaku, Paweł Zieliński, jeszcze niedawno grający w III-ligowej Ślęzie, i stoper Lubos Adamec. Trochę mało armat jak na dogonienie wicemistrza Polski.
Sytuacja w tabeli może się jeszcze mocno zagmatwać.
Jak tak dalej pójdzie, to medaliści poprzednich trzech sezonów zamiast patrzeć w stronę pierwszej ósemki, będą musieli spoglądać za siebie na wyczyny drużyn z samego dna tabeli. Spoglądać ze stresem.
Weszlo twierdzi, że wrocławianom degradacja jednak nie grozi.
Śląsk ma cztery punkty przewagi nad strefą spadkową i w zasadzie nie jest przez nas rozpatrywany jako kandydat do spadku z jednego powodu: bo to jednak Śląsk. Czyli Paixao, Mila, paru jeszcze grajków. Jednak dyspozycja tego zespołu w tym sezonie to naprawdę jakiś kiepski żart. 5 zwycięstw w 22 kolejkach, 1 wygrana na 11 wyjazdowych prób. Z tych liczb powinien się tłumaczyć Stanislav Levy, zamiast ciągle opowiadać, że nie ma drugiego do pary z Paixao napastnika - analizuje portal.