Lenczyk: Osłabiony Śląsk absolutnie chciał wygrać
Orest Lenczyk: Czujemy się drużyną, która przegrała mecz. Ja jako trener przegrałem. Prowadziliśmy dwukrotnie. Dobrze grający Śląsk potwierdził, że po udanym meczu z Legią będzie chciał wygrać. Po takich błędach i prezentach, jakie w obronie podarowaliśmy Śląskowi, mogę powiedzieć wprost, że ja nie pamiętam sytuacji, kiedy gramy o jednego zawodnika więcej, strzelamy samobójczą bramkę, w sumie strzelamy trzy bramki i nie wygrywamy meczu.
Na boisku może nie jakieś wielkie umiejętności kilku piłkarzy Śląska decydowały o tym, że dość głęboko uciekaliśmy do defensywy i trzeba przyznać, że ich atak pozycyjny był groźniejszy. Udało nam się z szybkich ataków strzelić dwie bramki, co w poprzednich meczach nie udało ani Legii ani Cracovii. Ale te dwie bramki to w zasadzie było tylko ratowanie punktu, bo w tabeli ciągle jesteśmy w sytuacji tak trudnej, że trudno sobie wyobrazić, że z Widzewem nie zagramy o trzy punkty. Pamiętając jak Widzew grał ostatni mecz uważam, że to nie będzie wycieczka.
Pogodził się Pan już z tym, że nie ma szans na awans do czołowej ósemki?
Po dzisiejszym meczu wszystko wskazuje na to, że będziemy grać w tej dolnej grupie ze Śląskiem. W górnej połówce dolnej połowy różnice są nieznaczne. Z pewnością są tam drużyny, które ambicje miały spore. Wyjdzie jak wyjdzie i tam dopiero będzie przeprawa.
Jest Pan zawiedziony postawą swojej drużyny?
Nie wiem, czy utrata zawodnika nie spowodowała u piłkarzy Śląska tę złość, która w meczu jest bardzo istotna. Wszyscy chcieli biegać i walczyć, absolutnie ten mecz wygrać. Wygrać! Może ta nasza dominacja w pierwszej połowie spowodowała, że oddaliśmy inicjatywę osłabionemu personalnie Śląskowi. Na odprawie pokazywaliśmy mecz Śląska z Legią, gdzie przez 20-25 minut Legia w zasadzie była w zdecydowanym odwrocie. Ale jeżeli tak było, to nie był powód, żeby walić samobójczą bramkę i drugą tracić jak w B klasie. Jeżeli jest co najmniej kilka treningów, na których zawodnicy broniący, kryjący przy rzutach rożnych mają nie tylko rozpisane, ale i ćwiczone, to dzisiaj to, co zrobił Grodzicki, to jest kompromitacja zawodnika, który miał go kryć.
A pierwsza bramka to pech czy nieodpowiedzialność?
Nie rozmawiałem z piłkarzem. Nie było widać, czy dostał w głowę. On raczej uderzył stojąc tyłem do bramki. Wybił piłkę za siebie, a nie do boku.