Piotr Jawny: kolejni gracze dobijają do pierwszego zespołu

Trener Piotr Jawny w wywiadzie po meczu rezerw Śląska ze Ślęzą Wrocław opowiada m.in. o dzisiejszym występie jego podopiecznych, grze w Pucharze Polski, młodych zawodnikach, o tym kto się wyróżnia oraz o współpracy z pierwszym zespołem.
Już dzisiaj tak szczęśliwie jak w Wołowie nie było. To koniec przygody z Pucharem Polski. Patrząc realnie na składy drużyn to chyba jednak nie jest trener mocno zawiedziony.
Piotr Jawny: Człowiek zawsze jest zawiedziony porażką. Puchar Polski traktowaliśmy od początku jako możliwość, żeby grali młodzi zawodnicy. Poza meczem w Wołowie, gdzie juniorzy starsi grali sparing przygotowawczy przed sezonem, to oni własnie występowali w tych spotkaniach. Dzisiaj szanse dostało 5 młodszych piłkarzy oraz Ci, którzy ostatnio mniej grali. Graliśmy dzisiaj o zwycięstwo. Mieliśmy jakieś lepsze momenty, swoje szanse w tym meczu. Nawet w momencie gdy przegrywaliśmy 0:1 były niezłe sytuacje na wyrównanie. Szkoda straconej głupiej drugiej bramki. Ubolewamy, że nie będzie więcej okazji, żeby w tym Pucharze Polski grali młodsi zawodnicy.
Widać jednak, że tych najmłodszych czeka dużo pracy.
Na pewno. Zdajemy sobie z tego sprae. Zawodnicy bardziej utalentowani, jeszcze w wieku juniora, już są w pierwszym zespole: Jakub Wrąbel, Marcin Przybylski, Paweł Uliczny czy Kamil Dankowski. Jeśli w tym wieku są tak utalentowani to już dostaje się szanse w kadrze w pierwszym zespole. Są kolejni, którzy muszą trenować. Zdajemy sobie sprawę, że nie mamy w juniorach 20 Messich. Pracujemy z nimi, na pewno nie można im odmówić ambicji i zaangażowania. Będziemy się starali podnosić ich umiejętności.
Czy dzisiaj duży wpływ miała psychika? Ślęza miała kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych minutach meczu i to mogło spowodować taką "bojaźń" w ich głowach.
Uważam, to nie wina psychiki, tylko brak umiejętności wyjścia spod pressingu. Zaczęło się to od słabej gry bramkarza, później środkowych obrońców, nie pokazywanie sięna pozycji. Boisko jest ogromne, można było z łatwością znaleźć niekrytego zawodnika. Mnie też dziwiło, że piłkarze nie potrafili wyjść spod własnej bramki. Takie są obecne umiejętności zawodników, którzy spadają z pierwszego zespołu - nie potrafili przeciwko III-ligowym piłkarzom spokojnie od tyłu rozegrać piłkę.
Para stoperów z I zespołu raczej się nie wyróżniała...
Powiedział Pan z I zespołu - a ile oni tam zagrali meczów w ekstraklasie? Zbyt wiele minut na boiskach ekstraklasy nie spędzili.
Sezon wchodzi w decydującą fazę. Czy trener jest zadowolony ze stanu drużyny?
Jestem zadowolony przede wszystkim z zaangażowania tych chłopców i ich podejścia do gry. Nie mogę tutaj mieć żadnych pretensji. Dają z siebie wszystko. Przekazujemy im swoją filozofię gry na tyle na ile potrafimy. Ostatnio wygrywamy mecze, będziemy starali się to kontynuować.
Czy któryś z zawodników w ostatnim okresie się wyróżnia?
Kilka razy mówiłem, że Ci najlepsi już tam są. Dalej pewnie byśmy chcieli, żeby kolejny krok do przodu zrobili Patrick Majcher oraz Paweł Kubiak, który ma świetnie motoryczne zdolności. Jest jeszcze Mateusz Tetłak. Tak więc kolejni gracze dobijają do tych bram pierwszego zespołu.
Czy rozmawiał Pan z trenerem Pawłowskim o tym jakie jest jego podejście do drugiego zespołu?
Jestem w ciągłym kontacie. Drugi zespół musi grać podobnie ja pierwszy. Trzeba szukać zawodników na te pozycje, na które w pierwszym brakuje. Na razie nie ma jakieś wielkiej, szerszej koncepcji. Uwaga teraz zwrócona na pierwszy zespół, żeby się utrzymał w ekstraklasie. Myślę, że dopiero później pojawi się więcej konkretów.