Skowronek: Przede wszystkim musimy być wkurzeni na siebie
Artur Skowronek: Trudno coś sklecić optymistycznego po tym spotkaniu. Zespół ciężko pracował przez całe spotkanie, a w 80 minucie arbiter dyktuje rzut karny. Nie mnie to rozstrzygać, ale nie mogę zrozumieć tego, że arbiter, który był pięć metrów od sytuacji, kieruje się wskazaniem sędziego asystenta i pokazuje jedenastkę. Mój zawodnik nie miał szans na reakcję w tej sytuacji.
Artur Skowronek: Trudno coś skleić optymistycznego po tym spotkaniu. Zespół ciężko pracował przez całe spotkanie, a w 80 minucie arbiter dyktuje rzut karny. Nie mnie to rozstrzygać, ale nie mogę zrozumieć tego, że arbiter, który był pięć metrów od sytuacji, kieruje się wskazaniem sędziego asystenta i pokazuje jedenastkę. Mój zawodnik nie miał szans na reakcję w tej sytuacji. Jednak przede wszystkim musimy być bardzo wkurzeni na siebie, bo przyjeżdżamy na teren drużyny, która ma bardzo dobrą jakość i mając dwie klarowne sytuację przynajmniej jedną trzeba wykorzystać. Po tym meczu jesteśmy w beznadziejnym położeniu, ale mamy jeszcze do zdobycia 12 punktów. Mamy mało czasu, żeby się podnieść, ale musimy zrobić wszystko co w naszej mocy, żeby wygrać z Jagiellonią.
Dlaczego nie zmienił Pan wcześniej Princewilla Okachiego, który się słaniał na nogach w końcówce?
Okachi wykonywał bardzo dobrą robotę w środku pola.
Czy wiadomo już, co z Rafałem Augustyniakiem?
Jeszcze nie wiem, a nie chcę podejmować teraz diagnozy, bo potrzebujemy na to czasu.
Z czego wynikała decyzja o postawieniu na prawej obronie Povilasa Leimonasa?
Przede wszystkim z tego, że Marcin Kikut jest kontuzjowany, ale też dlatego, że był potrzebny przy obronie stałych fragmentów gry.