Pawłowski: Problemem naszego zespołu jest cwaniactwo

Tadeusz Pawłowski: Uważam, że to był dobry mecz z obydwu stron. Tak jak w poprzednim meczu z Podbeskidziem, stworzyliśmy dobre widowisko. Mimo że było 0:0, to mogło się podobać. Mieliśmy parę sytuacji bramkowych. Gratuluję chłopakom. To kolejny cenny punkt dla nas. Nie jestem może szczęśliwy, ale zadowolony z gry.
W czym jest problem Marco Paixao, ale i innych zawodników, że marnują tyle dobrych sytuacji?
Najlepszym rozwiązaniem byłoby, gdybym chyba ja wszedł na boisko ;) Problemem naszego zespołu jest cwaniactwo. Czasami trzeba tylko wepchnąć piłkę. Jeśli chodzi o sytuację, którą miał Sylwek – ciężko mi to wytłumaczyć, jak można strzelić prosto w bramkarza w takiej sytuacji. Jeśli ktoś ma instynkt snajpera, to widać to w każdym treningu. Cieszę się, że Marco bierze na siebie dużo ciężaru gry. W każdym meczu ma sytuacje bramkowe. Dobrze, że mamy takiego zawodnika w szeregach. Może jest problem, żeby do niego dopasować kogoś innego, żebyśmy mogli zagrać dwoma napastnikami. Może miałby wtedy więcej siły, żeby się skoncentrować na zakończeniu akcji.
Zmiana Droppy za Calahorro była wcześniej planowana?
Wprowadziliśmy Droppę do pomocy, bo chcieliśmy przyspieszyć swoją grę zamieniając go z Tomem. Calahorro niestety zasygnalizował, że skurcze go łapią w łydkach. Podbeskidzie wprowadziło z kolei do ataku najszybszego napastnika. Musiałem więc przeprowadzić taką zmianę.
Pan mówi o braku koncentracji, tak samo mówi Paixao. Może Pan wprowadzi jakieś zajęcia – np.: jogę?
Będziemy nad tym myśleć. Prawie codziennie badamy krew. Ten mecz trochę zdrowia kosztował. Wiele tygodni gramy pod presją, że każdy przegrany mecz może spowodować, że będziemy w strefie spadkowej. Trzeba coś zrobić, żeby te bramki padały. To jest problem naszego zespołu. Trzeba na spokojnie to przeanalizować. Pracujemy nad tym wszystkim, ale jeszcze się to nie przekłada na jakość.
Czy może Pan powiedzieć, że Śląsk już się trzymał w ekstraklasie?
Myślę, że brakuje jeszcze punktu. Moim celem jest jak najwyższe miejsce w tabeli. Chciałbym, żebyśmy do końca rozgrywek nie przegrali meczu. Powinniśmy dalej grać w piłkę. Jedziemy na kolejny mecz do Białegostoku i dalej będziemy grali otwartą piłkę. Marian ma swój rekord. Brakuje tylko soli i pieprzu.
Czy to już jest taka pewność, żeby w kolejnym meczu wprowadzić młodych piłkarzy?
Nie będę robił eksperymentów. Kamila nie było cały tydzień, Rozegrał dwa mecze w tygodniu. Na pewno go wezmę. Nic na siłę. Mamy od tego okres przygotowawczy. Będę chciał go wprowadzić, ale na spokojnie. W przyszłym sezonie ta drużyna będzie na pewno przebudowana. Nie muszę się teraz mocno przygotowywać do kolejnego sezonu. Wprowadzimy Dankowskiego i będziemy szukać kolejnych młodych graczy. Potrzebujemy też zawodników doświadczonych i w średnim wieku. Chciałbym, żeby każdy został. Ponadto fakt, że ktoś ma talent nie znaczy, że musi grać.
Wcześniej obrona grała w miarę jednym składem, teraz z konieczności jest przebudowana i gra na zero z tyłu. Co Pan zrobił że wtedy było tyle błędów, a teraz nie ma?
Mieliśmy wiele zajęć taktycznych. Ważna jest atmosfera w zespole. Trzeba doprowadzić zespół do jak najlepszej kondycji fizyczno psychicznej. Uważam, że chłopcy wiedzą co robić. Nie robią błędów indywidualnych. Nikt nie liczył, że to będzie wyglądało już tak wcześnie. Rozgrywki zweryfikowały, że znaleźliśmy się w dolnej połówce. Ten nacisk na awans do pierwszej ósemki na pewno też prowokował do błędów. Ponadto Grodzicki czy Kokoszka na pewno zrobili spory postęp, jeśli chodzi o grę w parze.
Czy patrząc na grę w grupie finałowej, największym sukcesem jest to, że drużyna traci bardzo mało bramek lub wręcz w ogóle?
Trzeba patrzeć zawsze pozytywnie. Po meczu z Widzewem mówili, że wygraliśmy, ale czemu tak słabo. Teraz liczy się każdy punkt. Nad widowiskowością pomyślimy w kolejnym sezonie. Cała drużyna gra w obronie. Marco strzela bramki, ale żeby to się udało, to inni muszą mu w tym pomóc. Paixao dostaje piłki, które stwarzają mu sytuacje. Tak samo napastnik po stracie piłki jest pierwszym obrońcą.
Paweł Zieliński: ten piłkarz był tak ustawiony, że gdyby Mila grał na prawym skrzydle, to on miał schodzić do środka. Czy Pana zdaniem jest to zawodnik, który jest kondycyjnie przygotowany do gry w lidze zagranicznej?
Jego wyniki w tym tygodniu nie były dobre. To jest pierwszy sezon Pawła w Ekstraklasie. Musi potwierdzić swoje możliwości w kolejnym. Bardzo bym chciał, żeby w przyszłości ktoś się do niego odezwał. Miał dwa błędy na początku jego wprowadzania w drużynę, ale teraz jest bardzo dobrze. Potrafi się włączyć w odpowiednim momencie, ma bardzo dobre dośrodkowania.
Skąd pomysł z Milą jako skrzydłowym i dlaczego?
Uważamy, że każda drużyna chce najpierw zneutralizować Sebastiana. Poprzez wstawienie Flavio jako partnera dla Marco, a Sebastiana z prawej strony to wyszło nam kilka bardzo fajnych kontr. Na pewno nie były idealne, ale zamiar był taki, żeby zrobić jakąś niespodziankę. Sebastian miał szukać sobie miejsca do rozegrania. Myślałem, że kondycyjnie padnie Pietrasiak.
Czy te wyniki i ta gra to są podwaliny pod kolejny sezon, czy Pan wie, że zajdą takie zmiany, że to nie ma większego znaczenia?
Musimy wiedzieć, kto zostanie i kto może przyjść. W obu przypadkach trwają rozmowy. Na pewno to nie jest koncepcja na następny rok. Musimy zobaczyć, jakie mamy możliwości oraz przećwiczyć grę w 4-4-2 – czyli gry bardziej ofensywnej. Trzeba się przekonać, czy nasze dwie szóstki dadzą radę opanować środek pola. Musimy grać ofensywnie, jeśli chcemy zapełnić ten stadion. Chciałbym, żebyście widzieli plusy i też o nich zaczęli pisać. Przecież razem chcemy osiągnąć coś pozytywnego.