Tadeusz Pawłowski: Kibice widzieli emocjonujące widowisko

Tadeusz Pawłowski: Mam mieszane uczucia. Dobrze zaczęliśmy. Szybko strzeliliśmy bramkę, która powinna wprowadzić sporo spokoju. Szczególnie dobre było pierwsze 20-25 minut. Później Legia zaczęła się uwalniać, miała więcej miejsca. Zaczęła opanowywać boisko. To był wyrównany mecz.
W tej drugiej fazie, kiedy mieliśmy przewagę zabrakło nieco jakości. Trzeba było więcej utrzymywać się przy piłce. Mieliśmy dwie sytuacje, gdzie piłka przeszła wzdłuż bramki, przy zawodniku co ma nosa do bramek. Powinniśmy wtedy zdobyć bramki.
Była okazja pokonać Legię. Zakończyło się remisem. Nie mamy nic do stracenia. Rotować dużo nie możemy, ale będziemy się starać osiągnąć jak najlepszy wynik. Myślę, że forma fizyczna i psychiczna odegra dużą rolę. Mamy jeszcze trzy mecze u siebie. Nie muszą być łatwiejsze, ale jeśli w Poznaniu spotkanie potoczy się dla nas dobrze, to dużo będzie jeszcze do zrobienia.
Czy mocno się zdenerwowaliście, gdy sędzia wyrównał wynik meczu?
Dlatego protestowaliśmy. Łukasz wyleciał na trybunę. Było pchnięcie od tyłu dwoma rękami w plecy. Ja się hamuję, bo nie chcę wylądować na trybunach. Wiem, że był faul. W momencie, gdy wyszliśmy na drugą połowę, poprosiłem ich, żeby oglądnęli tę sytuację drugi raz.
Wystawienie Konrada w I składzie to było na podniesienie średniej wzrostowej i siłowej?
Konrad grał na tej pozycji w Turcji. Na tę pozycję był też przygotowywany Ostrowski, niestety 2 dni przed meczem okazało się, że ma problemy z pachwiną. Było to troszkę rozwiązanie last minute, ale jeśli chodzi o defensywę wyszło dobrze. Jestem zadowolony z jego gry.
Trener Berg powiedział że Śląsk to dobra drużyna - w symulowaniu.
Nie chciałbym dyskutować z nim poprzez prasę. Nie mówię źle o innych trenerach. Ja bym prosił pana Berga, żeby zobaczył pucharowy mecz w Warszawie z Legią. I to wystarczy. Sędzia popełnił wtedy błędy, które nie pozwoliły nam wygrać tamtego meczu.
Trójka napastników, to było ryzyko, które było trzeba podjąć?
Tak, bo graliśmy 11 na 10. Powinniśmy bardziej wykorzystywać naszą grę. Za to jesteśmy chwaleni, ale w odpowiednim momencie powinno być większe przyspieszenie. Mieliśmy kontry, ale w ostatnim podaniu traciliśmy piłkę. To powinno być lepsze. Nie mam pretensji do moich chłopców. Dali z siebie wszystko. Jesteśmy przygotowani fizycznie do tych meczów. Nie szukam negatywów. Chciałbym podziękować też naszym kibicom. Apelowałem, żeby byli 12. zawodnikiem i nim byli. Kibice widzieli emocjonujące widowisko.
Tom Hateley bohaterem meczu? Co Pan sądzi o postawie Marco?
Tom zrobił ogromny postęp w ostatnim roku. Z zawodnika, który wchodził z ławki, teraz się pięknie wkomponował na pozycję numer 6. Bardzo się z tego cieszę. Jeśli zawodnik robi postępy pod sztabem szkoleniowym to tylko czapka z głowy. Co do Marco – dzisiejszym zwycięstwem wchodzilibyśmy na walkę o mistrzostwo Polski. Nie mogłem więc eksperymentować. Skład, który wyszedł, był najlepszym, jaki mogłem wybrać. Niektórzy pauzowali, niedawno wypadł nam Droppa. Gramy drużyną na przyszły rok. Jeśli naprawdę się wzmocnimy 3-4 zawodnikami, najlepiej polskimi, jeśli wejdzie przepis o ograniczonej liczbie obcokrajowców.
Ile przesiedzieliście nad rozmyślałem, co zrobić, żeby nie stracić bramki po rożnym Brzyskiego?
Dyskutowaliśmy o tym. To, co zrobiliśmy, to nie jest nowość. Po raz pierwszy daliśmy trzech zawodników z przodu. To pierwszy mecz, w którym nie straciliśmy bramki ze stałego fragmentu gry.