Nikogo niesatysfakcjonujący remis
własne | skomentuj (3)
Podopieczni trenera Tadeusza Pawłowskiego zremisowali dziś w Bydgoszczy 0:0. Zantowali dziś więcej negatywów niż pozytywów, a wynik nie powinien być w żaden sposób zadowalający. Śląsk nadal bez zwycięstwa.
Jako pierwsi do głosu doszli gospodarze. Próbowali tym samym udowodnić wrocławskim zawdonikom, że I-ligowiec nie chce się chronić za podwójną gardą, mimo, że jest teoretycznie słabszy. W 10. minucie Jakub Smektała dośrodkował piłkę w pole karne, do piłki próbował dojść Szymon Lewicki, ale Piotr Celeban był świetnie ustawiony i nie dał napastnikowy Zawiszy najmniejszych szans na oddanie strzału.
Po kwadransie gry nadal nie działo się nic wartego odnotowania, najlepszymi zawodnikami po stronie Śląska byli Michał Bartkowiak i Kamil Dankowski - najmłodsi w zespole Pawłowskiego. W 33. minucie gospodarze przeprowadzili kolejną akcję pod bramką Mariusza Pawełka, tym razem George Alaverdashvili dostał piłkę ze skrzydła, przełożył Adama Kokoszkę i miał przed sobą całą bramkę, lecz uderzył niecelnie.
Dwie minuty później Śląsk mógł ukarać gospodarzy za to, że pozwolili sobie na tyle sytuacji. Dośrodkowanie Michała Bartkowiaka z prawej strony mógł wykorzystać Flavio Paixao, ale Portugalczyk uderzył piłkę w złym miejscu i ta poszybowała w górę. Sytuację chciał ratować Kamil Dankowski, lecz znakomicie z górną piłka poradził sobie Damian Węglarz.
W drugiej połowie mecz zdecydowanie się otworzył. Kamil Dankowski w odstępie kilku minut zdecydował się na dwa strzały z dystansu, które - choć nie sprawiły Węglarzowi żadnych problemów - mogły się podobać ze względu na siłę i celność. Przed świetną szansą w 60. minucie świetnie stanął Jakub Łukowski, ale zmarnował ją w okropnym stylu. Wygrał przebitkę z Piotrem Celebanem i mógł wyjść sam na sam z Pawełkiem, ale zdecydował się na próbę lobowania kapitana Śląska i nie dość, że uderzył na wysokości kolan, to w dodatku nie sprawił naszemu bramkarzowi żadnego kłopotu.
Najlepsza dotąd sytuacja dla gości pojawiła się w 66. minucie. Krzysztof Danielewicz posłał daleką piłkę z rzutu wolnego w pole karne, a tam świetnie główkował Tomasz Hołota. Strzał naszego pomocnika cudem wybronił Damian Węglarz! Jak to nie weszło?! Piłkę dobił do bramki Jacek Kiełb, ale znalazł się na pozycji spalonej.
Minutę później WKS z Wrocławia mógł wyjść po raz kolejny na prowadzenie! Marcel Gecov wykorzystał błąd obrońców "Zety" i wyszedł sam na sam z bramkarzem. Uderzył jednak prosto w bramkarza gospodarzy! Warto wspomnieć, że w strzale wyraźnie przeszkadzał mu Piotr Stawarczyk, który również przyłożył się do udanej interwencji (już kolejnej w tym meczu) Węglarza.
Mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Wielka szkoda, bo była to dobra szansa na przełamania, a zamiast tego nasi piłkarze narobili sobie sporego kłopotu przed rewanżem.
Zawisza Bydgoszcz - Śląsk Wrocław 0:0
Zawisza Bydgoszcz: Węglarz - Kamiński, Stawarczyk, Banović, Ciechanowski - Kona (Panayotov 46), Drygas - Alawedaszwili, Łukowski (Patejuk 83), Smektała, Lewicki (Gajewski 63)
Śląsk Wrocław: Pawełek - Pawelec, Celeban, Kokoszka, Dankowski (Zieliński 77) - Danielewicz, Gecov (Grajciar 77), Hołota - Flavio, Bartkowiak (Kiełb 66), Ostrowski
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa)