Chłodnym okiem: Pusta szklanka
Jesteśmy w środku tygodnia i w środku ligowej kolejki. Niegdyś w grudniu nasi ligowcy mieli już wolne, teraz zaś wchodzą na jeszcze wyższe obroty. Najlepiej to wyszło (i raczej nikt Słowaka nie pobije) Romanowi Gergelowi, który wraz z kolegami z Górnika rozbił wczoraj Piasta 5:2, a sam strzelił cztery gole. Mimo totalnego zakręcenia rodzimej ekstraklasy kilka ekip w ostatnich tygodniach, a nawet miesiącach stało się przewidywalnych. W ciemno można było zakładać, że Śląsk nie wygra meczu, że Korona wyszarpie zwycięstwo na wyjeździe, ale odda punkty u siebie, że Piast znów zwycięży i umocni się na pozycji lidera, a Górnik odwrotnie – osadzi się głębiej na dnie, bo jedyną ekipą, jaką zdołał pokonać, jest ta trenowana przez Tadeusza Pawłowskiego. Ale sypnęło niespodziankami i już tylko forma wrocławian się nie zmienia.
Pojedynczy gracze Śląska też są dość regularni – w każdym meczu można się spodziewać, że Kiełb z Bilińskim zachowają się samolubnie i coś spartolą, że Zieliński zepsuje piłkę nie do zepsucia (nieważne, gdzie go trener wystawi), że Pawełek wywinie choć jeden numer w swoim stylu, a nawet znany z solidności Celeban popełni wielbłąda w defensywie. Efekty tego było też widać wczoraj w Niecieczy, dlatego WKS czeka na zwycięstwo od ponad dwóch miesięcy. Paweł Żelem wciąż wierzy w awans do górnej ósemki oraz w trenera Pawłowskiego (odsyłam do ciekawego wywiadu z prezesem WKS-u w aktualnym numerze tygodnika „Piłka Nożna”), tymczasem coraz bardziej prawdopodobne jest, że Śląsk przezimuje jako czerwona latarnia ligi. Może nawet ze sporą stratą do bezpośrednich rywali w walce o utrzymanie, bowiem w tej chwili sąsiadami wrocławian w tabeli są zespoły, po których trudno oczekiwać, że wkrótce nie wskoczą na właściwe tory: Lech i Lechia. Kolejorz już to właściwie zrobił, a gdańszczanie jedną z okazji, by powiększyć przewagę nad Śląskiem, będą mieć w najbliższą niedzielę w bezpośrednim starciu.
Tadeusz Pawłowski wciąż trwa na stanowisku, natomiast Kazimierz Moskal został go właśnie pozbawiony. Żadne to zaskoczenie – było wiadomo, że trener Wisły każdym dobrym wynikiem tylko oszukuje przeznaczenie, a jego pryncypał tylko czeka na pretekst, by go wyrzucić. I znalazł najlepszy z możliwych, czyli przegraną w derbach Krakowa. Nic to, że Wisła zagrała dobry mecz, stworzyła widowisko będące świetną promocją ekstraklasy, że trafiła po prostu na zespół, który jest w gazie i pokonałby tamtego dnia każdego. Moskal z wąską kadrą pewnie trzymał się górnej ósemki i stworzył fajnie grający kolektyw. Z kolei trener Śląska mimo narzekań ma do dyspozycji większą grupę ludzi, jednak zajmuje z nimi miejsce spadkowe, chciałby ich na nowo odbudować, bo w tej chwili są kompletnie rozbici. Remisy z Pogonią i Termaliką, a więc ekipami będącymi ostatnio pod formą, nie są oznaką poprawy. Szklanka nie jest do połowy pełna. Pytanie, czy w ogóle coś w niej jest.