Romuald Szukiełowicz: Piłkarze dali z siebie tyle ile mogli
Romuald Szukiełowicz: Jestem zadowolony z dzisiejszego spotkania: z postawy zawodników, zaangażowania, walki. Nie może być inaczej. Może zabrakło w pewnym momencie troszeczkę spokoju. Można było przy tych umiejętnościach zagrać lepiej. Mecz napawa mnie dużą nadzieją, że będziemy szli w tym wytyczonym dzisiaj kierunku.
Zaimponowała mi dzisiaj postawa w końcowych minutach. Po tym jak jeden z zawodników został sfaulowany, to ruszyła cała drużyna. Chwała za to chłopakom. Nie chciałbym nikogo wyróżniać. Jestem przekonany, widząc jak działali dzisiaj, że większość z nich dała z siebie tyle, ile mogła.
Dzisiaj trzech zawodników Śląska biegło do zawodnika mającego piłkę. Czy tak to teraz będzie wyglądać?
Tak to teraz musi wyglądać. Oni mieli podwajać, potrajać. Jeśli przeciwnik pozwoli na kontakt to oni muszą postarać się odebrać te piłki. Wielokrotnie się tak zdarzyło, że piłkarze biegli nawet do przegranych piłek. Rywal może przecież popełnić błąd dwa lub trzy razy i tak się stało.
Widać, że zespół oparty w dużej mierze oparty o zawodników miejscowych. Wyszło to z treningu czy taki był cel?
Wychodzą Ci, którzy tworzą w tym momencie najmocniejszy skład. Nie ma podziału w zespole. Taka mamy kadrę.
A jakby Pan ocenił postawę Kuby Wrąbla?
To jest młody bramkarz. On ma prawo popełniać błędy. W końcówce wybronił kilka piłek. Nie znam go jeszcze na tyle, żeby wiedzieć jak jest z jego emocjami. Oni o składzie dowiedzieli się tuż przed meczem. To mogło go trochę zaskoczyć. Mariusz od wczoraj zaczął treningi. Myślę, że Kuba sobie odetchnął, jak zobaczył go na treningu. Szkoda, że tak szybko straciliśmy tę bramkę.
Trudno było namówić tych zawodników do takiej gry? Dawno nie widzieliśmy takiej akcji jak przy bramce na 2:1.
Cieszę się, że tak Pan to ocenia. To na pewno duża zasługa Tadka. Oni dużo grali piłką, długo się utrzymywali. Mają opracowane pewne schematy. My to trochę przyspieszyliśmy. Akcja była faktycznie wielopodaniowa i przemyślana. Szkoda, że Bila nie wykorzystał jednej lub dwóch sytuacji. Ale Kamil Biliński dzisiaj bardzo ciężko pracował. Przy jego sytuacji sam na sam wystarczyłaby podcinka.
Czy przeszkadzało Panu trochę, że podczas Pana pierwszego meczu, trybuny skandują: „Tadeusz Pawłowski”?
Bardzo dobrze, że takie okrzyki się pojawiają. To wielka osobowość Śląska. Na mnie to na pewno nie wpływa deprymująco.
Jakie emocje towarzyszyły Panu przy powrocie na ławkę trenerską Śląska?.
Czekają nas teraz ciężkie mecze. Najpierw Zawisza, potem wyjazd do Podbeskidzia. Oni z pewnością liczą jak długo u siebie nie wygrali. Nie ma miodu, ale cieszę się z postawy zawodników.