Marzec 2015: „W marcu jak w garncu”
Tytuł tego artykułu bynajmniej nie ma wskazywać na kapryśną pogodę, ale oddawać szaloną w złym tego słowa znaczeniu formę zawodników Śląska Wrocław. Co zapamiętamy z tamtego miesiąca?
Zaczniemy od oficjalnego potwierdzenia transferu Szymona Przystalskiego ze Ślęzy Wrocław. Młody zawodnik podpisał półtoraroczny kontrakt z opcją przedłużenia o kolejne 12 miesięcy. Do dzisiaj nie zadebiutował w pierwszej drużynie...

Transfer ten był jednak tłem do tego co działo się na głównej scenie Ekstraklasy. Po zremisowanym meczu z Górnikiem Zabrze z wielu stron posypały się gorzkie słowa pod adresem zawodników z Dolnego Śląska. Po zaledwie kilku dniach szum ucichł, a internautów zawstydziły liczby braci Paixao, którzy wspólnie śrubowali klubowe rekordy. Oto przykład jednej ze statystyk na dzień 2.03.2015:
Najwięcej bramek dla Śląska w sezonie ekstraklasowym (wraz z pucharami)
27 Marco Paixăo (2013/14)
20 Tadeusz Pawłowski (1975/76)
17 Janusz Sybis (1975/76)
17 Siergiej Basow (1992/93)
16 Tadeusz Pawłowski (1979/80)
14 Ryszard Tarasiewicz (1986/87)
14* Flávio Paixăo (2014/15)
13 Janusz Sybis (1976/77)
13 Zygmunt Garłowski (1976/77)

Pierwsze marcowe spotkanie wrocławianie rozegrali na wyjeździe z Legią Warszawa w ramach 1/4 finału Pucharu Polski. Druga część trylogii miała się rozpocząć 5 marca o godzinie 20.
Spotkanie zakończyło się remisem 1:1 po golach Petera Grajciara i Michała Żyro. Wrocławianie objęli prowadzenie już w 12 minucie meczu i do przerwy nie pozwolili rywalom na doprowadzenie do wyrównania. Druga część spotkania podobnie jak pierwsza rozpoczęła się od szybko strzelonej bramki. Niestety tym razem do siatki trafił wprowadzony po przerwie Żyro.
Dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia, chociaż po obu stronach boiska nie brakowało okazji. Najpierw zakotłowało się pod bramką Śląska i przed utratą gola dwa razy ratował nas słupek. Później po świetnej akcji wrocławian Marco Paixao był bliski zdobycia zwycięskiej bramki, ale niefortunnie przestrzelił nad poprzeczką. O wyniku tego spotkania miały zadecydować rzuty karne, które zakończyły się szybciej niż mogliśmy się tego spodziewać. Gdy do siatki nie trafili: Marco, Flavio i Lacny stało się jasne, że to Legia zagra w dalszej fazie Pucharu Polski. Okazja do rewanżu miała się nadarzyć już za 3 dni we Wrocławiu.

Chcę pogratulować moim zawodnikom. W karnych tak bywa - potrzeba trochę szczęścia, ale i umiejętności. Trenowaliśmy jedenastki, wszyscy ćwiczyli. Tak to bywa, że Marco i Flavio nigdy nie spudłowali, a akurat dziś to się stało. Uważam, że to był dobry mecz z obydwu stron.

Chcieliśmy zdobyć bramki, tak samo zachowywała się Legia Warszawa. Grały dwa bardzo dobre zespoły. Ten niedzielny mecz też pewnie będzie tak emocjonujący jak dzisiaj. W każdym meczu chcemy dać z siebie maksimum. Zostawiamy na boisku całe serce i zdrowie. Zrobimy wszystko, żeby osiągnąć jak najlepsze wyniki.

To był wyrównany mecz. Myślę, dzisiaj mogliśmy wygrać. Mieliśmy dobre sytuacje do zdobycia bramek. Później karne, które są trochę jak loteria. Szkoda. Uważam, że jednak jako zespół byliśmy dzisiaj lepsi. Zabrakło szczęścia.

Gwiazdą ćwierćfinałowego spotkania został niewątpliwie sędzia Szymon Marciniak, który w kluczowym momencie meczu zawahał się i nie pokazał zawodnikowi Legii czerwonej kartki. Ruszający z dobrze zapowiadającą się kontrą Marco Paixao został sfaulowany przez Dossę Juniora. Wstrzymanie akcji i brutalność faulu (wślizg na nogi od tyłu) ewidentnie nakazywały wyrzucenie zawodnika z boiska. Arbiter uznał jednak inaczej, a gdyby tego było mało odesłał na trybuny ówczesnego trenera bramkarzy WKS-u Tomasza Hryńczuka za podważanie decyzji.

3 dni później Śląsk rozegrał kolejne spotkanie z podopiecznymi Henninga Berga. Tym razem stawką były ligowe punkty. Po zaledwie 30 minutach legioniści prowadzili już 2:0 po golach Rzeźniczaka i Jodłowca. Nadzieję i sygnał do ataku dał Marco Paixao, który tuż przed przerwą strzelił bramkę kontaktową. W drugiej części spotkania piłkarze WKS-u ambitnie walczyli o wyrównanie, ale to legioniści postawili kropkę nad „i” trafieniem Michała Kucharczyka.
Co ciekawe drugi raz z rzędu Śląsk nie miał szczęścia u arbitra (i to z tym samym rywalem...). Jeszcze przed końcem pierwszych 45 minut Michał Żyro bezpardonowo potraktował Pawelca na co arbiter główny Bartosz Frankowski pozostał niewzruszony. Sprawy tej nie chciał komentować Tadeusz Pawłowski - Nie chciałbym wdawać się w polemikę. Przegraliśmy mecz na boisku. Uważam, że powinniśmy poprawić nasze błędy, a problem z sędziowaniem jest w całej Polsce. Co ja mam zrobić pójść na wojnę?
Legia zagrała dobre spotkanie i wygrała bez wsparcia swoich kibiców, którzy otrzymali zakaz przyjazdu do Wrocławia na ten mecz. Powodem było odpalenie rac w pierwszym meczu 1/4 finału Pucharu Polski.
Po tylu emocjach przyszedł czas na chwilę odpoczynku. Dobrze spisujący się Jakub Wrąbel i Kamil Dankowski otrzymali powołania do reprezentacji Polski kadry U-19. Również w kadrze narodowej U-18 znalazł się młody obrońca z akademii Śląska Łukasz Wiech.
Komisja Ligi Ekstraklasy SA ukarała Śląsk koniecznością zapłaty 4000zł za to, że kibice WKS-u podczas niedzielnego spotkania ligowego przeciwko Legii Warszawa wnieśli na stadion i odpalili race Wrocławscy fani zaprezentowali efektowną sektorówkę upamiętniającą Danutę Siedzikównę i Anne Walentynowicz. Odpalone race miały wymiar symboliczny, jednak prawo w tym wypadku jest jednoznaczne.
W tym samym czasie poza boiskiem rehabilitację przechodził Mariusz Pawełek, który jeszcze w lutym przeszedł operację złamanego palca u lewej dłoni. Jego powrót na boisko mierzono w tygodniach, a miejsce w bramce w dalszym ciągu zajmował Jakub Wrąbel.

15 marca Śląsk udał się do Kielc, aby powalczyć o pierwsze zwycięstwo w 2015 roku. Spotkanie rozpoczęło się znakomicie. Wrocławianie w 4 minucie objęli prowadzenie ponownie po golu Marco Paixao. Śląsk pozornie kontrolował grę, ale cała układanka trenera Pawłowskiego rozsypywała się, gdy Korona wykonywała stałe fragmenty gry. Zamieszanie w szeregach obronnych wprowadzały nie tylko rzuty rożne czy wolne Pawła Golańskiego, ale nawet wrzuty piłki z autu na wysokości pola karnego. W końcu obrona Śląska pękła – i to dwukrotnie. Obie bramki w odstępie 5 minut strzelił...Jacek Kiełb. Po zmianie stron instynktem strzeleckim błysnął Robert Pich, który doprowadził do wyrównania i ustalił wynik meczu.
Bardzo dobrze zaczęliśmy mecz, szybko objęliśmy prowadzenie. Później było za nerwowo, nie opanowaliśmy środka pola i po dwóch błędach z lewej strony Korona wyszła na prowadzenie. Dobre wejście Picha, dzięki któremu mieliśmy 2:2. Mecz później upływał tak, że mógł się różnie ułożyć. Myślę, że publiczność zobaczyła dużo akcji i na pewno z obydwu stron były sytuacje bramkowe. Gratuluję mojej drużynie. Kolejny punkt, mamy już ich 38. Cały czas zbliżamy się do magicznej 40. Chcemy ją przekroczyć, żeby być w pierwszej ósemce i spokojnie budować zespół. Myślę, że nam się to wkrótce uda. Jestem w sumie z wyniku zadowolony.

Przełamanie miało przyjść w Łęcznej, do której udali się zawodnicy Śląska na kolejny ligowy mecz. Stawką było nie tylko zatrzymanie złej passy, ale również pogoń za czołówką tabeli i walka o Ligę Europy. Tym razem do zwycięstwa zabrakło kilkudziesięciu sekund. W ostatniej minucie spotkania niefortunnie interweniował młody golkiper z Wrocławia, który przepuścił najpierw pod brzuchem, a później między nogami piłkę uderzoną przez Tomasza Nowaka. Remis 1:1 z Górnikiem zakończył serię spotkań Trójkolorowych w marcu. Na pierwsze zwycięstwo trzeba jeszcze było poczekać.
Ja opowiem o swojej drużynie, bo o przeciwniku się nie wypowiadam. Łęczna to ciężki teren. Chłopcy dobrze walczyli. Uważam, że w pierwszej połowie byliśmy zespołem lepszym. Druga była wyrównana, rozstrzygnięcie mogło się przechylić w każdą stronę(...) Śląsk miał cztery wyjazdy, zdobył cztery punkty. Dziękuję panu.

Słabe występy wrocławian zmusiły trenera Śląska do wygłoszenia specjalnego apelu - Doceńmy wreszcie to, że mamy już prawie w kieszeni miejsce w ósemce, które przed sezonem było szczytem marzeń. Latem z zespołu odeszli tacy zawodnicy jak: Marian Kelemen, Dalibor Stevanović czy Adam Kokoszka, a ponadto kontuzji doznał Marco Paixao. Wiosną szkoleniowiec wrocławian nie ma łatwiej: kontuzji doznał Mariusz Pawełek i Lukas Droppa, a odszedł Sebastian Mila.
Podjęto również odpowiednie kroki, które miały podbudować zespół mentalnie. Najpierw drużyna udała się do Żywej Biblioteki, by spotkać się poza boiskiem. Później odbył trening z kadrą reprezentacji Polski niewidomych, którzy przygotowywali się do mistrzostw Europy. Zawodnicy postanowili wyjść również do kibiców i odwiedzili wspólnie Arkady Wrocławskie. Miesiąc zakończyła dobra wiadomość o naszych reprezentantach: Kamilu Dankowskim i Jakubie Wrąblu, którzy rozegrali całe spotkanie w starciu z Gruzinami. Optymizmem napawała szczególnie wiadomość o czystym koncie Jakuba Wrąbla, choć jego obecność w wyjściowej jedenastce wrocławian wydawała się już zbędna.
