Kwiecień 2015: „Kwiecień plecień, bo przeplata… ale jest czwarta lokata!”

Remisy, porażki i tylko dwa zwycięstwa, a mimo to Śląsk osiągnął zamierzony cel i rundę zasadniczą zakończył na 4. pozycji w tabeli.
We Wrocławiu zwycięstwa Śląska w 2015 roku wyczekiwano tak, jak pierwszej gwiazdy w noc wigilijną. Ale już dawno zapomnieliśmy przecież o Bożym Narodzeniu. Nastał kwiecień, a z nim Wielkanoc.
Okazja do zdobycia wymarzonych trzech punktów nadarzyła się w dniu szczególnym – Wielką Sobotę. Do Wrocławia zawitało Podbeskidzie Bielsko-Biała. Oczekiwania były wysokie, tym bardziej że Śląsk w najwyższej klasie rozgrywkowej, ani razu nie poniósł porażki z Góralami (drużyny zmierzyły się ze sobą osiem razy). Rywal, choć z pozoru niegroźny, wcale nie ułatwił zadania Wojskowym. Poza tym świąteczna aura nie pomogła, ani jednej, ani drugiej drużynie. Mecz był nudny, a momentami wręcz usypiający.
W 12 minucie Dudu dośrodkował idealnie na „nos” Marco. Strzał głową Portugalczyka był minimalnie niecelny i wynik się nie zmienił. Na kolejny emocjonujący moment tego spotkania kibice musieli czekać do 76. minuty, kiedy na boisku pojawił się Milos Lacny. Słowacki napastnik trafił w słupek oraz otrzymał dwie żółte kartki, a w konsekwencji czerwoną i musiał opuścić plac gry. Mecz zakończył się wynikiem 0:0. Pomimo show Lacnego w końcówce, to sobotnie spotkanie zasłużyło na miano Wielkiej Nudy.

Tydzień po bezbarwnym pojedynku z Podbeskidziem, Śląsk wybrał się do Gliwic. Do składu wrócił po kontuzji pleców Lukas Droppa. Czeski pomocnik mógł zapewnić swojej drużynie prowadzenie po ładnym podaniu Tomasza Hołoty. Bliscy podwyższenia wyniku byli również Marco Paixao i Kamil Dankowski, ale piłka do siatki wpaść nie chciała. Piłkarzom Śląska brakowało, co prawda szybkości, ale i tak wykreowali więcej sytuacji niż Piast.
Jak to zwykle w futbolu bywa, niewykorzystane sytuacje zemściły się w drugiej połowie meczu. Obolałego Droppę zmienił Krzysztof Danielewicz, który na wejściu zarobił dwie żółte kartki i był zmuszony boisko opuścić. Osłabieni goście ostatecznie ulegli natarciom Gliwiczan. Trener Radoslav Latal przeprowadził zmianę, po której padł pierwszy gol dla gospodarzy. Łukasz Hanzel mocnym uderzeniem z bliska pokonał Mariusza Pawełka. Pomocnik miał, także udział przy drugiej bramce, lecz tym razem piłka pechowo odbiła się od Juana Calahorro i to jemu przyznano trafienie. Śląsk nie zdołał odmienić losów spotkania i wyjechał z Gliwic bez punktów.

Po porażce z Piastem trener Tadeusz Pawłowski przeprowadził pewne zmiany w strukturach drużyny. Opaskę kapitańską stracił Marco Paixao, a Flavio przestał być jego zastępcą. Nowym kapitanem został doświadczony Mariusz Pawełek. Rola zastępcza przypadła Piotrowi Celebanowi. To nie był, jednak koniec reform. Trener dokonał również modyfikacji w składzie rady drużyny. Odtąd w radzie zasiedli Piotr Celeban, Tom Hateley, Krzystof Ostrowski oraz Mariusz Pawelec.
Ale kwiecień to nie tylko spekulacje o kryzysie i brak zwycięstw. Trener reprezentacji Polski do lat 18 powołał utalentowanego pomocnika Śląska – Michała Bartkowiaka. Polacy w turnieju Slovakia Cup zagrali z Chinami, Słowacją oraz Kanadą.

18 kwietnia 2015 wreszcie zakończył się (trwający dłużej niż 40 dni) post od zwycięstw Śląska w 2015 roku. Podopieczni trenera Pawłowskiego zagrali bardzo dobre spotkanie i pokonali na własnym terenie Lechię Gdańsk 3:0. W pierwszej połowie strzały oddawali Krzysztof Ostrowski oraz Marco Paixao, ale piłka nieznacznie mijała bramkę Lechii. Po faulu Marcina Pietrowskiego na Robercie Pichu sędzia odgwizdał „jedenastkę” dla Śląska. Rzut karny wykorzystał Mateusz Machaj i zapewnił Wojskowym prowadzenie.
W drugiej części spotkania Śląsk przeprowadził wiele ładnych akcji, które zmusiły Lechię do ciągłej gry w defensywie. Autorem drugiej bramki był Piotr Celeban. Pod koniec meczu Gdańszczanie odważyli się na przeprowadzenie kilku kontrataków, co wykorzystali gospodarze, strzelając im trzecią bramkę (Marco). Śląsk nareszcie się przełamał i udowodnił, że potrafi książkowo grać w piłkę.
Podczas meczu został pobity rekord w ilości osób niepełnosprawnych zgromadzonych na trybunach podczas widowiska sportowego w Europie. Aktualny rekord wynosi 1005 osób!
Na przedostatni kwietniowy mecz Wojskowi wyruszyli podbić twierdzę przy ul. Bułgarskiej. Nieobecność Zaura Sadajewa i Darko Jevticia była głównym powodem do radości wrocławian przed meczem z Lechem Poznań. I rzeczywiście w pierwszej części gry Kolejorz okazał się „nie taki straszny, jak go malują”. Bramce Pawełka nie zagroził, ani niewidoczny Kasper Hamalainen, ani Dawid Kownacki, któremu wyraźnie brakowało wsparcia skrzydłowych. Jeśli Lechici stworzyli jakąś groźną sytuację to tylko, dlatego, że zezwolili na to obrońcy Śląska. Jeśli chodzi o sytuacje wrocławian to jedyną akcją zagrażającą Maciejowi Gostomskiemu był strzał Roberta Picha sprzed szesnastki. W drugiej połowie z szatni wyszedł inny Lech, waleczny i zdeterminowany. Śląsk nie potrafił obronić się przed agresywnością Poznaniaków i stracił dwie bramki. Gole dla Lecha strzelali: bezbarwny jak dotąd Hamalainen i jego rodak Paulus Arajuuri. Można powiedzieć, że to najmniejszy wymiar kary dla podopiecznych Tadeusza Pawłowskiego. Świetne okazje na podwyższenie wyniku marnowali Pawłowski i Kownacki.
A tak bawili się kibice Śląska w Poznaniu:
Po porażce z Lechem Poznań przyszła pora na mecz przyjaźni z Wisłą Kraków. Mecz lepiej rozpoczął się dla Śląska. Od pierwszych minut wynik mogli ustalić Robert Pich i Marco Paixao. Wiślacy w pewnym momencie przebudzili się. Na szczęście dla Mariusza Pawełka doskonałego dośrodkowania nie wykorzystał Guerrier. Piłkarze Śląska grali lepiej, ale nie zdołali przed przerwą przypieczętować swojej przewagi golem. W drugiej odsłonie spotkania do ataku rzucili się zawodnicy Białej Gwiazdy. Świetnej sytuacji nie wykorzystał Łukasz Burliga, a strzał z rzutu wolnego Dariusza Dudki odbił się tylko od poprzeczki. W 68. minucie gola dla Śląska zdobył Robert Pich. Goście utrzymali prowadzenie i spotkanie zakończyło się zwycięstwem wrocławian 1:0. Wygrana z Wisłą Kraków zapewniła Śląskowi 4. miejsce w tabeli na zakończenie sezonu zasadniczego i cztery mecze na własnym stadionie w rundzie finałowej.
