Szukiełowicz: Namawiam Bilińskiego, żeby zaczął trafiać
Prezentujemy zapis konferencji prasowej z trenerem Romualdem Szukiełowiczem przed meczem z Wisłą Kraków.
Zapowiadał Pan, że sparingów w okresie przygotowawczym nie będzie zbyt wiele w związku z nielicznymi zmianami kadrowymi. Nie żałuje pan, że tak mało ich zagraliście? Do zespołu dołączyli nowi zawodnicy, nie chciał Pan ich lepiej sprawdzić?
Romuald Szukiełowicz: Nie żałuję, bo zagraliśmy je w dobrych warunkach, z drużynami, z którymi chcieliśmy się zmierzyć. Pozyskaliśmy również takich zawodników, jakich chcieliśmy pozyskać. Poza tym nie zrezygnowaliśmy ze sprowadzenia napastnika. W kręgu naszych zainteresowań jest dwóch piłkarzy grających tylko na pozycji numer „9”. Jeżeli chodzi o grę ofensywną na pewno wzmocniliśmy boki w środkowej strefie. Ponadto pozyskaliśmy jeszcze dwóch dobrych obrońców. Dziś do gry gotowy jest Lasza Dwali, a ostatnie formalności załatwia Igor Tyszczenko.
Z okresu przygotowawczego jestem bardzo zadowolony. Natomiast, żeby mówić o tym, że jesteśmy optymalnie przygotowani, zabrakło jeszcze około 2 tygodni. Pamiętajmy, że ostatni mecz ligowy graliśmy 21. grudnia, a już jutro zaczynamy pierwszy mecz rundy rewanżowej. Mieliśmy 1,5 miesiąca żeby odpocząć, zregenerować się, przygotować i zagrać.
Jeśli chodzi o zdziwienie niektórych osób, że nie wyjechaliśmy za granicę, to patrząc na warunki treningowe i na to, co mieliśmy do dyspozycji, to jesteśmy wygrani. Doskonałe warunki w Zakopanem, pozwoliły nam zrealizować treningowe założenia.
Jak wygląda komunikacja w drużynie, patrząc przez pryzmat nowo przybyłych obcokrajowców?
90-95% piłkarzy porozumiewa się językiem angielskim. Zawodnicy, którzy przyjechali też. Nie widzę problemów w tej kwestii, co nie znaczy, że odpuszczamy sprawę z nauką Morioki języka polskiego. Rozumiem, że pytanie wynika z nieporozumienia Mariusza z Laszą w meczu sparingowym przeciwko Chrobremu. To był przypadek. Problemu z komunikacją generalnie nie ma żadnego, tak samo w grach kontrolnych jak i na treningach.
Czy Ryota jest gotowy do meczu z Wisłą? Jak radzi sobie z szokiem kulturowym?
Gotowy to on jest do grania. On jest na razie jednokulturowy, ponieważ grał w jednym klubie w Japonii, wychował się tam, praktycznie nie opuszczał ojczyzny. To jest bardzo inteligentny chłopak, kończy trudne studia. Do tego wyróżnia się grą na odpowiednim poziomie. Wyjechać do innego kraju, gdzie kultura jest zupełnie inna - to musi odcisnąć jakieś piętno na początku. Cieszę się, że został w drużynie sympatycznie przyjęty, bo to pomaga. Zresztą drużyna akceptuje kogoś, kto przynosi jakąś jakość, sposób grania, który rozszerza umiejętności zespołu. Jest to bardzo pozytywnie myślący człowiek.
Widzi go pan jutro w pierwszym składzie?
Widzę go, ale czy zagra do końca, tego nie wiem.
Czy przed jutrzejszym meczem to jest dodatkowa motywacja dla Pana, że trenerem Wisły jest były szkoleniowiec Śląska?
Absolutnie nie. Obojętnie kto by tam był trenerem motywacja moja do tego, aby wygrać z Wisłą, jest na takim samym poziomie. Na pewno nie gram przeciwko Tadkowi Pawłowskiemu, gramy przeciwko Wiśle. Chcemy ten mecz wygrać. Jestem przekonany, że zawodnicy zrobią wszystko, żeby to osiągnąć, żeby kibice było zadowoleni. To też jest ważne tym bardziej, że ostatnio tłoku na stadionie nie było. Liczymy, że tych miejsc zajętych będzie trochę więcej.
Jakie są szanse, że jutro na boisko wybiegnie Robert Pich?
Nieduże. Jestem pewien, że jest bardzo dobrze przygotowany fizycznie do grania. Trenował w 2. Bundeslidze, gdzie treningi są w zasadzie cięższe. Jest po obozach, ale nie zmieścił się tam w składzie. U nas się na pewno zmieści, ale też musi poznać nowych ludzi, bo pewne sprawy się pozmieniały. Nie wiem, czy on byłby gotowy, aby wziąć na siebie ciężar grania, odpowiedzialność za grę. Na pewno będzie w 18, a czy zagra to zobaczymy.
Czy Pan jest zaskoczony, że udało się go sprowadzić?
Nie chce komentować tej sytuacji, ani oceniać. Robert był odchodząc ważnym zawodnikiem w Śląsku i liczył na pewno na więcej. Zagrał raptem w 4 meczach przez całą rundę.
A czy trener ma jakąś wiedzę, w jakim Robert jest miejscu, jeśli chodzi o wydolność, sprawy tlenowe?
Nie robiliśmy mu badań, ale to jest 2 liga niemiecka. Tam pracują mądrzy ludzie, lekarze, fizjoterapeuci, fizjolodzy. Jeżeli przetrenował obozy spokojnie, to jest w dobrej dyspozycji. W Śląsku nie miał problemów z poruszaniem się.
Czy sprawy właścicielskie mają wpływ na komfort Pana pracy?
Powinno się to wyjaśnić dla dobra klubu, żeby była jasność i przejrzystość. Natomiast mnie to nie zajmuje, interesuje mnie zespół. Te sprawy interesują mnie jedynie w sensie transferów, aby wzmocnić drużynę. Morioka wpływa pozytywnie na marketing, wzrosło zainteresowanie ze środowiska japońskiego. Tym bardziej, że nie jest to człowiek anonimowy w Japonii, jest reprezentant kraju.
Jakiego napastnika szukamy?
Mamy napastników do gry kombinacyjnej. Takim zawodnikiem jest Kamil Biliński. Do momentu strzału na bramkę wszystko robi super. Teraz go namawiam cały czas, wszyscy go namawiamy, żeby zaczął trafiać. Jak zacznie, to może się nie zatrzymać. Ja wyznaję taką filozofię, że jak ktoś strzelał, to będzie strzelał. Ja trzymam za niego kciuki, że zacznie zdobywać bramki i wszyscy będziemy zadowoleni.
Czy trener ma już wyjściową jedenastkę na mecz z Wisłą?
A z ośmiu już mam. Zobaczymy, jak będą jeszcze wyglądali na treningu, ale jest ekipa, która jest w stanie bardzo mocno powalczyć.
Czy młodzi (Wiech i Pałaszewski) będą mieli szanse na grę?
Łukasz Wiech bardzo pozytywnie mnie zaskoczył swoją pracą. Gdybyśmy grali pierwszy mecz na wyjeździe, to bym go zabrał. Nie puściłbym go na kadrę. Nie chciałem go wpuszczać tutaj we Wrocławiu, bo to jest duże przeżycie dla chłopaka. To jest młody zawodnik. Kibice są bezwzględni, a gdyby coś mu nie wyszło, to mógłby to psychicznie inaczej odebrać. Jest on bardzo wartościowy, zresztą jeden i drugi. Trzymam za nich kciuki. Niedługo będą to zawodnicy pierwszego planu, mają szansę.
W tych transferach zimowych brał pan pod uwagę zawodników z Dolnego Śląska?
Tak i poszedł do Wisły (Drzazga). Wyróżniający się zawodnik. Nie wiem, jak można było go przeoczyć. Chłopak w czwartej lidze strzelił ponad 30 bramek. On w każdym meczu pokazywał, że jego sposób poruszania się, prowadzenia gry jest na ekstraklasę. Rozglądamy się tutaj też. Ale powiem tak: polscy zawodnicy są dla nas za drodzy dzisiaj. To jest dla mnie problem. Nasi zawodnicy nie są w naszym zasięgu.
Jak wyglądają stałe fragmenty u Ryoki?
Nie możemy zabierać chleba innym. Mamy od tego paru specjalistów. Jedni straszą przeciwników tym, jak strzelają, inni dogrywają dobrze. Role są podzielone. On ma dawać napastnikom tyle piłek, żeby któryś mu powiedział, że ma się od niego odczepić.
A jeśli chodzi o rzuty karne?
Jest dwóch, ale oni się jeszcze nie dogadali, kto będzie strzelał.