Na Rumaku do... ?
News dnia: nowym trenerem Śląska Wrocław został Mariusz Rumak. Oczywiście od razu na portalach społecznościowych zaczęło przewijać się hasło nie tak dawno aktualne w Poznaniu - "Na Rumaku do Europy". Ewentualnie w delikatnej parafrazie - "Na Rumaku do I ligi". Czy zakontraktowanie tego szkoleniowca to dobry wybór?
Szczerze powiedziawszy, nie jestem zagorzałym fanem zatrudnienia Mariusza Rumaka w Śląsku. Dlaczego? Miałem swoich innych kandydatów, a właściwie jednego realnego kandydata. Odkąd wiadome było, że wrocławianie nie ugrają nic większego z Romualdem Szukiełowiczem - czyli mniej więcej od meczu kończącego rundę jesienną z Podbeskidziem - zacząłem się zastanawiać kto mógłby ogarnąć ten nieład powstały w klubie. Przydałby się ktoś potrafiący zdziałać cuda w niesprzyjających warunkach, żeby móc zacząć budowanie zespołu w przyszłym sezonie od ekstraklasy, a nie od jej zaplecza.
Orest Lenczyk byłby idealnym człowiekiem w tym miejscu. Poza Mariuszem Pawelcem i Piotrem Celebanem żaden z zawodników nie doświadczył jego specyficznych metod pracy, więc byłby to prawdziwy efekt nowej miotły. To mogłoby się udać pod warunkiem, że umowa byłaby krótkoterminowa - ugasić pożar, czyli w tym przypadku utrzymać zespół w ekstraklasie i rozejść się w zgodzie. Niestety we Wrocławiu, a chyba także w całej Polsce, nie istnieje coś takiego jak eleganckie rozstanie się z trenerem. Owszem, trener ma specyficzny sposób bycia, ale całokształt wyników niemal zawsze go bronił. Jednak to kandydatura rodem kompletnie ze science-fiction. Ani trener Lenczyk nie ma ochoty na ponowne trenowanie Śląska (i chyba w ogóle bawienie się w trenerkę), ani klub nie jest gotowy na ponowną współpracę.
Zejdźmy na ziemie i zróbmy szybki przegląd niedoszłych trenerów WKS-u. Na pierwszy ogień Jan Kocian. Argument za: Ruch Chorzów. Argument przeciw: Ruch Chorzów, Pogoń Szczecin. Słowak został zakładnikiem swojego sukcesu. Przeciętny Ruch zaczął grać rewelacyjnie, zaszedł wysoko jak na swoje możliwości w europejskich pucharach, zajął wysokie miejsce w lidze i nagle zaczęto od niego wymagać niemalże wyników podobnych do stołecznej Legii. Niebiescy wrócili do swojej starej dyspozycji, co dla wielu obserwatorów specjalną niespodzianką nie było, a trener wyleciał z pracy. Niedługo potem znalazł angaż w Pogoni, gdzie mógł się pokazać, że potrafi czarować w każdym miejscu, ale zawrotnej kariery nie zrobił. Wytrzymał niecałe pół roku i znów został zwolniony. Swoją drogą nie przypomina Wam to czegoś? Czy przypadkiem bardzo podobnej drogi w Śląsku nie przebył Tadeusz Pawłowski?
W mediach pojawiała się jeszcze kandydatura Dariusza Wdowczyka. Ostatecznie nie podjęto rozmów ze względu na korupcyjną przeszłość szkoleniowca. Władze klubu najwyraźniej nie pamiętają kto prowadził Śląsk w jesiennym meczu z Lechią Gdańsk. Przypomnijmy, był to Grzegorz Kowalski, również jeden z bohaterów afery korupcyjnej sprzed lat. Trudno rzetelnie oceniać warsztat Wdowczyka z przeszłości, bowiem część meczów jego zespołów była po prostu ustawiona. Można się zatem domyślać, że miał po prostu nie przeszkadzać i wydawać instrukcje piłkarzom. Niemniej jest też druga strona medalu - mistrzostwo Polski z Legią Warszawa, zdobyte już w - miejmy nadzieję - czystej rywalizacji. I niezwykła charyzma, dzięki której nie dał wejść sobie na głowę niepokornym gwiazdom. Niemniej brak sukcesów "na już", czyli w najnowszej historii. Mistrzostwo przy Łazienkowskiej robi wrażenie, ale miało to miejsce dekadę temu. W szczecińskiej Pogoni poradził sobie... tak sobie. Trochę powygrywał, trochę poremisował, ogólnie bez większego szału.
Moim cichym kandydatem - zwłaszcza, że od paru dni jest bezrobotny - był Leszek Ojrzyński. Facet z twardą ręką, który nie odpuścił w Górniku Zabrze nawet najbardziej doświadczonemu w kadrze Sobolewskiemu. Niedawno osiągał dobre wyniki z Koroną Kielce, wyciągnął również z "bylejakości" bielskie Podbeskidzie. Naprawdę bardzo się dziwiłem, że w sierpniu zgodził się na angaż w Zabrzu, gdzie ciągle słyszy się o różnej maści problemach (choć w sumie gdzie się o nich nie słyszy?). Miałem dziwne przekonanie, że tam po prostu mu nie wyjdzie. Wcześniej oprócz niezłych wyników potrafił skonsolidować szatnię (słynna kielecka Banda Świrów) i wypracować swój styl. Trochę rzeźnicki, co było szczególnie widać w Kielcach, gdzie zawodnicy wycinali rywali równo z trawą i masowo kolekcjonowali kartki, ale jednak swój. Najpewniej po zatrudnieniu Ojrzyńskiego za kilka dni, tygodni, a najpóźniej miesięcy w Śląsku zameldowałby się Maciej Korzym, Michał Janota czy Pavol Stano, ewentualnie wszyscy w pakiecie, ale jeśli miałoby to wyrwać Śląsk z marazmu, to byłbym na tak.
Dobra, koniec gdybania. Zafundowano nam Rumaka. Mariusza Rumaka. Trenera specyficznego, którego historię można było swego czasu usłyszeć nawet w sejmie. Poseł Tadeusz Iwiński w 2014 roku przedstawił opowieść o byłym piłkarzu, który w czołowym klubie ekstraklasy został asystentem hiszpańskiego trenera i celowo źle tłumaczył jego wskazówki, dzięki czemu zespół grał źle. Kierownictwo zwolniło Hiszpana, a jego miejsce zajął właśnie bohater całej złowrogiej intrygi. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że to stek bzdur. Szanowny pan poseł się skompromitował, bo owszem to historia Mariusza Rumaka, ale pochodząca z Nonsensopedii, satyrycznego odpowiednika Wikipedii. Inną ciekawą rzeczą, która zapadła mi w pamięci, była kwiecistość wypowiedzi trenera. Na początku swojej przygody z Lechem jako główny szkoleniowiec stwierdził po jednym z meczów, że nie potrafi ocenić swojego zespołu, bo nie widział dokładnie spotkania. Oczywiście chodziło o to, że na gorąco ciężko ocenić pojedynek i poddać go wnikliwej analizie. Poszło w eter jak niefortunna wypowiedź Stanislava Levego, że zasłabł, bo nic nie pił od rana. Później pojawiały się inne ciekawe zdania głównie tłumaczące porażki w pucharach, a to z Żalgirisem Wilno, a to z islandzkim Stjarnan, a to z Olimpią Grudziądz.
Nie wiem czy trener Rumak jest lekiem na całe zło w Śląsku. Nie wiem czy sobie poradzi. Nie ma zbyt wielu doświadczeń w seniorskiej piłce - poza Lechem, który był trochę samograjem za jego kadencji, a oblewał każdy poważniejszy test, trenował jeszcze bydgoskiego Zawiszę. Tam zanim się rozkręcił, zespół dołował, a na to we Wrocławiu nie ma już czasu. Potrzebne jest antidotum od zaraz. Dlatego wierzę w efekt nowej miotły, efekt motyla i efekt synergii, byle tylko Śląsk wrócił do normalności. Dlatego - choć nie jestem do końca przekonany - udzielał kredytu zaufania, trzymam kciuki i kibicuję trenerowi Rumakowi.
Na razie na Rumaku po utrzymanie. A potem? A niech będzie - na Rumaku do Europy!