Paweł Parus (KKN): Śląsk Wrocław robi wielkie rzeczy

26.03.2016 (19:19) | autor : FPP | skomentuj (3)

KKNZ okazji Świąt Zmartwychwstania odwiedziliśmy Pawła Parusa, założyciela Klubu Kibiców Niepełnosprawnych Śląska Wrocław. Gorąco polecamy lekturę.



 

Opowiedz swoją historię.
O, to długa historia. Już 16 lat minęło, odkąd położyłem się na wózku. Kiedyś byłem wyczynowym sportowcem, uprawiałem koszykówkę w dolnośląskich klubach, na poziomie drugiej i trzeciej ligi. Oprócz tego studia prawnicze oraz praca na pełnym etacie w firmie komputerowej – tak wyglądało moje życie przed wypadkiem. Nieszczęśliwy wypadek w roku 2000 sprawił, że niestety usiadłem na wózek inwalidzki.

Co Ci się stało?
Wypadek był spowodowany tym, że najpierw na jednym z wrocławskich skrzyżowań w tył mojego pojazdu wjechał inny samochód. Wtedy nastąpił pierwotny uraz rdzenia kręgowego. Zamiast pójść się zbadać, założyć głowę w kołnierz, to ja myślałem, że jestem nieśmiertelny. Boli szyja, no to przestanie. Kilka tygodni później podczas wbiegania do wody, kiedy ten kręgosłup był mocno osłabiony treningami koszykarskimi, wystarczyło zetknięcie głowy z taflą wody, bez żadnych skoków czy innych głupot. Na odcinku C4, C5 skręciłem kręgosłup. No i już z tej wody nie wyszedłem o własnych siłach. Następnego dnia obudziłem się już po operacji we wrocławskim szpitalu na Traugutta. Tam spostrzegłem, że nie ruszam niczym. Od szyi w dół kompletny paraliż. Wiele myśli miałem, jak to dalej będzie.

Właśnie, co wtedy pomyślałeś?
Ja na mecze piłkarzy Śląska uczęszczam od 1987 r. regularnie, a później chodziłem też na koszykówkę. I ten mój fanatyzm sprawił, że pierwsze, co zrobiłem po bardzo długiej operacji, będąc półprzytomnym, było poproszenie o radio. Bo WKS grał finał z Anwilem Włocławek i koniecznie chciałem wiedzieć, jaki jest wynik tego meczu. Niewiele pamiętam z tego dnia, ale dokładnie pamiętam, co się działo na parkiecie.

Jak wyglądało życie zaraz po wypadku?
Zupełna zmiana, jeżeli chodzi o moje życie. Do tej pory dominowała w nim aktywność, przebojowość. Musiało się to zmienić w walkę o przetrwanie. Pierwszych 5 lat to okres poświęcony tylko i wyłącznie na rehabilitację. Nie myślałem o pracy czy kontynuacji studiów. Zdawałem sobie sprawę z tego, że to jest moment, z którego mogę wyciągnąć jak najwięcej. Miałem wiele do zyskania, ponieważ niczym nie ruszałem. Każdy ruch ręką, każdy ruch czymkolwiek, był w moim przypadku bezcenny. Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak wiele daru mają, że mogą się podrapać, sami zjeść czy umyć. Ja o wszystko to musiałem zabiegać litrami potu.

Jak długo zajęło Ci dojście do obecnego stanu?
Przez 5 lat każdego dnia 3-4 razy dziennie jeździłem na rehabilitację. To mi zastępowało trening sportowy. Postępy jakieś bardzo powolne się dokonywały. Lekarze na początku zastanawiali się, czy ja w ogóle będę w stanie usiąść na wózek. O poruszaniu się nie było nawet mowy. Ale to się gdzieś udawało stopniowo. Ośrodek Akson, który mi bardzo pomógł, sprawił, że uruchomiłem się na tyle, że gdzieś w roku 2005 pomyślałem, że czas wrócić do pracy, na studia.

Parus

Czym się wtedy zająłeś?
Zaczęły się najpierw jakieś prace typowo domowe, przy stronach internetowych. Nie jestem informatykiem, ale komputerowym samoukiem. Oprócz tego wróciłem na studia, zupełnie inne. Prawo całkowicie uleciało mi z głowy. Nie widziałem siebie jako prawnika w todze na wózku. Z racji tego, że mój bliski kolega, z którym grałem na uniwersytecie w koszykówkę, akurat pracował w Dolnośląskiej Szkole Wyższej w katedrze dziennikarstwa, zachęcił mnie do tego, żebym poszedł na ten kierunek. To otworzyło zupełnie nowy rozdział w moim życiu: dziennikarstwo sportowe.

Ciągnęło Cię do sportu.

Dla mnie to był też element aktywizacji społecznej. Możliwość pójścia z kolegami, którzy byli kibicami, z którymi wcześniej też chodziłem na mecze i jeździłem na wyjazdy. To była dla mnie okazja do wyjścia, takiej ucieczki od rehabilitacji, od codziennego ćwiczenia. Że gdzieś w tę sobotę czy niedzielę można było się wybrać na Oporowską. Na stadion kompletnie wtedy nieprzystosowany. Gdzieś tym wózkiem się wspinaliśmy albo po schodach albo tam na jakąś skarpę, w różne miejsca, byle tylko być na tym stadionie. Tak samo na koszykówkę, bo te dwie dyscypliny są bliskie mojemu sercu.

Z czasem jednak coś się zaczęło dziać na tym stadionie.
W 2008 r. we Wrocławiu był organizowany mecz Polska – Słowenia. Dość przypadkowo trafiliśmy na chłopaków z klubowego marketingu, Radka Bąka, który niedawno wrócił do pracy w Ślasku, i Zbyszka Szwarca. Zapytaliśmy, czy jest jakaś dystrybucja biletów i wejście dla kibiców niepełnosprawnych na ten mecz. Okazało się, że to oni wszystko ustalali, a przy okazji padł taki wstępny pomysł, żeby powstał jakiś klub kibiców niepełnosprawnych. Zapytali mnie, czy mógłbym się tym zająć. Zbiegło się to z tym, że zacząłem pracę w pewnej organizacji pozarządowej, więc pomyślałem, żeby poświęcić czas tej formie aktywizacji. Nie zastanawiałem się, czy to będzie stowarzyszenie czy fundacja. Ważne, żeby była grupa ludzi, która by mogła, jeszcze nie wiedzieliśmy, w jaki sposób, gdzieś ze sobą być i wspólnie kibicować.
W ten sposób powstał Klub Kibiców Niepełnosprawnych, wraz z klubem MPK, AWF-u i stowarzyszeniem Wielki Śląsk. Rozpoczął się nowy etap w moim życiu, jeszcze bardziej związany ze Śląskiem. Byłem z tego bardzo dumny, bo każdemu chyba marzy się, że wejść w struktury klubu i tam móc się rozwijać i robić wielkie rzeczy. Mi się udało.

Jakie były początki KKN-u?

Zakładaliśmy ten klub zupełnie nie wiedząc, z czym to się je. Tu pomogło wiele mojego doświadczenia dziennikarskiego. Akurat pracowałem wtedy też w Gazecie Wrocławskiej, w związku z czym można było wykorzystać to do przekazywania informacji, dotarcia do innych mediów. Dzięki temu ta informacja dotarła do wielu innych osób niepełnosprawnych. Okazało się, że po 2-3 miesiącach naszej działalności balkon nowego budynku klubowego został zapełniony osobami na wózkach. Mieliśmy aż 60 miejsc i bardzo się zdziwiłem, jak szybko udało nam się je wykorzystać. Wydawało mi się, że zajmie nam to przynajmniej rok.
Szybko ludzie łapali, że na stadionie jest bezpiecznie. Choć media zawsze donosiły, że jest inaczej, a tu się okazało, że można tam normalnie miło spędzić czas, pooglądać piłkę nożna i uruchomić w sobie tego bakcyla, pasję futbolową.

Zaczęliście też jeździć na wyjazdy.
W roku 2009 r. zorganizowaliśmy pierwszy wyjazd. Na mecz z Wisłą Kraków, kiedy krakowianie zdobywali mistrzostwo Polski. Jechaliśmy tam w prawie 25 osób. To było pierwsze nasze doświadczenie ze świętowaniem tytułu, akurat przyjaciół z Wisły. Pamiętam takie myśli: czy my kiedyś dostąpimy takiego zaszczytu? A kilka lat później w tym samym miejscu, na przebudowanym już stadionie sami fetowaliśmy. Człowiek nie zdaje sobie sprawy, jak szybko to wszystko gdzieś zatacza koło.

Jak bardzo rozrósł się klub?
KKN dał mi wiele nowych doświadczeń zawodowych związanych z organizacjami pozarządowymi, prowadzeniem wielu projektów, uruchamianiem, pisaniem wniosków i całym tym systemem dotacji, również na naszą działalność, z różnymi pomysłami, wieloma społecznymi akcjami, aż do tego stopnia, że dzisiaj, o czym pewnie niewiele osób wie, liczy ogólnie na Dolnym Śląsku jakieś 800 odbiorców różnych działań. I tych, którzy chodzą na mecze piłkarskie, i na koszykówkę, na inne dyscypliny, ale też takich, którzy jeżdżą na wycieczki, jak to jest w przypadku dzieci, czy wybierają inne formy aktywności.
Cieszę się, że odbywa się to pod egidą Śląska, bo tak naprawdę prędzej czy później ktoś, kto jedzie na wycieczkę, trafi na stadion. My go namówimy. To jest tylko kwestia czasu. Ktoś w końcu będzie chciał spróbować. Zresztą co tu kryć, jadąc do Białegostoku na 2 godziny meczu w grupie 20 osobowej nie jedzie się tylko po to, żeby oglądać piłkę. Spotkanie jest tą wisienką na torcie, a wszystko się dzieje po drodze. Rozmowy, przyjaźnie, wszystko się tam tworzy.

Dziś spotykamy się w Twoim nowym miejscu pracy.
Organizacja się bardzo mocno rozrastała. Konsekwencją było to, że w Urzędzie Marszałkowskim, z którym regularnie współpracowaliśmy, dostrzeżono tę prospołeczną działalność i zdecydowano się na to, żeby zaproponować mi tutaj pracę, aby uruchamiać Dolny Śląsk na potrzeby osób niepełnosprawnych jeszcze znaczniej. Tym bardziej się cieszę, że z tej perspektywy też mogę WKS-em zarażać ludzi. Za Twoimi plecami wisi koszulka Śląska, co w urzędzie jest niezbyt często spotykane. Tutaj jest, każdy wie, że ona ma swoje miejsce. Wszyscy przychodzą i podziwiają.

Jesteś też żywym dowodem dla innych niepełnosprawnych, że da się.
Moje życie się zmieniło o tyle, że ta koszulka to prezent ślubny, widać na niej podpisy wszystkich zawodników. Działalność w stowarzyszeniu przyniosła mi wspaniałą, dobrą, mądrą, piękną żonę. Wesele odbyło się na Stadionie Miejskim we Wrocławiu, bo gdzie indziej? Tam przy 200 gościach i odpalonych racach bawiliśmy się hucznie do rana.
To taki kolejny etap w moim życiu, już chyba ostatni. Pisałem kiedyś na blogu, że chciałbym wstać i gdzieś pójść na swoich nogach. A tu się okazuje, że ten trzeci etap nadszedł, że ja nie wstałem na nogi, ale założyłem rodzinę, mam żonę. To na pewno jest dużo cenniejsze, bo ja na tym wózku nauczyłem się żyć, on mi w niczym nie przeszkadza. A co innego pięknego spotkało mnie w życiu.

Wracając do KKN-u. Jakie są jego największe sukcesy?
Na pewno udało się we wszystkich klubach ekstraklasy uzmysłowić wszystkim działaczom, że kibice niepełnosprawni na stadionie są. Nawet w Niecieczy zdają sobie sprawę z tego, że przyjedzie grupa. Nawet, jak ich nie ma tam na miejscu, to przyjadą, więc można się spodziewać ich obecności. W wymogach licencyjnych zapisano, że osoby niepełnosprawne muszą mieć miejsce na stadionie, również goście. Byliśmy inicjatorem uruchomienia 11 klubów kibiców niepełnosprawnych w innych miastach Polski. Jesienią ubiegłego roku zainicjowaliśmy utworzenie ogólnopolskiej federacji. Ponadto udało się uruchomić potężną grupę osób, która regularnie bywa na meczach.

Ile ich chodzi we Wrocławiu?
My na każde spotkanie rozdajemy 250 wejściówek dla niepełnosprawnych i ich opiekunów, co nawet w Europie jeszcze nie jest normą. Byliśmy na 2 konferencjach stowarzyszenia CAFE i w obu przypadkach jechaliśmy się uczyć, a to my uczyliśmy innych tak naprawdę. Okazało się, że te nasze wzorce są dużo cenniejsze niż angielskie, francuskie czy niemieckie.
W Anglii działalność miejscowego KKN-u odbywa się na takim poziomie, że klub zaprasza niepełnosprawnych na mecz, oni przychodzą, po spotkaniu mówią sobie "do widzenia" i idą do domu. U nas jest zupełnie inaczej. U nas są więzi, ludzie spędzają ze sobą wolny czas, urodziny, imieniny, wigilie, jeżdżą na wakacje i na wiele innych imprez.
Nieobecność na meczu nie oznacza tylko tyle, że go nie obejrzę, ale że stracę coś cennego, że nie zobaczę kogoś, z kim się mógłbym spotkać i wtedy boli bardziej. Bardziej chce się iść, nieważne, czy jest zima, czy pada deszcz. Każdy chce się w tym towarzystwie znaleźć, bo to jest ten dzwonek. Dla niektórych ludzi to jest jedyny moment, kiedy można wyjść z domu – raz w tygodniu. Jeśli siedzi w domu ktoś, kto jest przykuty do łóżka, to to jest ta chwila mobilizacji, kiedy może zaprosić kogoś, kto go ubierze, wsadzi na wózek, przewiezie. To jest jego święto, w ciągu całego tygodnia nie ma za bardzo co robić, otrzymuje rentę i ogląda telewizję lub siedzi na facebooku. A to jest ta niedziela jego. To się wszystko udało. Bardzo wielu osobom udało się pomóc, wiele osób rozwinąć.

Pomagacie zatem nie tylko jako kibice.
My rozmawiając ze sobą poruszamy dużo głębszą sprawę niż tylko Śląsk Wrocław i fanatyzm, bo czasami osoby, które nie mają pracy, nie mają pomysłu na życie, zostają przez drugą osobę tym bodźcem uruchomieni do aktywności zawodowej. Osoby, które nie mają pojęcia, co ze sobą zrobić, są przez nas inspirowane, "to idź na studia, dostaniesz stypendium dla osoby niepełnosprawnej'.
Tak naprawdę nasze biuro na Szewskiej, które wynajmujemy od projektu "Kibice Razem", stało się miejscem spotkań, taką świetlicą dla ludzi, którzy nie mają co ze sobą zrobić. Oni przychodzą i za chwilę już odnajdują się w tym świecie. To jest bardzo cenne. Pomagamy sobie jak prawdziwi przyjaciele, jak kibice. Bo to jest zawsze związane z charakterem i zasadami kibicowskimi. Pomagamy temu, kto jest w potrzebie. Podobnie jak podróże po całej Polsce, a nawet Europie, bo jeździliśmy również na mecze pucharowe, też dają wiele kontaktów. Wiele rozmów, wiele różnych inicjatyw się w ten sposób tworzy.
To jest takie ciągnięcie jeden drugiego. Mamy w KKN wielu optymistów, ale mamy też wielu pesymistów, wielu ludzi, którzy się poddają. A dzięki temu, że obok jest ten optymista, który ich ciągnie za uszy w górę, oni sami potrafią wstać z kolan i naprawdę godnie potem żyć, uruchamiać różne stopnie, pisać wnioski do MOPS-u o dostosowanie łazienki czy kuchni, jak ktoś nie umie sobie z tym poradzić. Wspieramy się na bardzo wielu frontach. Tak więc nie tylko piłka nożna jest dla nas bardzo ważna, choć z niej się wszystko wywodzi.

Jakie macie problemy, sprawy, których nie udaje się załatwić?

Zdarzały się projekty, na które nie dostawaliśmy dotacji, pomysły, których nie byliśmy w stanie przerobić ze względu na brak sił. Natomiast myślę, że najważniejsze jest to, że udały się wszystkie te, którymi chcieliśmy sami sobie zaimponować.
Na przykład ubiegłoroczny rekord świata w liczbie niepełnosprawnych na meczu, który wynosi 1006 osób. Tylu ludzi udało się z całego województwa zgromadzić. Do tej pory rekord należał do Szkotów i był pobity na spotkaniu rugby.
Nie chodziło o to, żeby być megalomanem i pokazać "ale jestem wielkim przywódcą" czy "KKN jest wielką organizacją". Tylko, żeby pokazać, że tutaj dzieją się wielkie rzeczy, na naszym wrocławskim stadionie, który sami sobie przygotowaliśmy, sami skonstruowaliśmy. To my go architektonicznie dostosowywaliśmy, konsultowaliśmy od A do Z, od momentu jego zaprojektowania do zakończenia budowy i podczas użytkowania. Te miejsca są zapełnione i chcieliśmy pokazać, że tutaj się coś dzieje, tu jest centrum kibiców, również niepełnosprawnych i tutaj Śląsk Wrocław robi wielkie rzeczy, a nie Legia Warszawa czy Lech Poznań. To też był ważny przekaz, który poszedł w świat, że to się dzieje u nas.

Urodzony z Ciebie optymista, ale zawsze coś można poprawić.
Czasami mam pretensje, żal do konkretnych instytucji czy do mediów, że taki rekord świata, który pobiliśmy, nie został dostrzeżony przez wiele mediów, wrocławskich między innymi. One powinny się chwalić tym, że na wrocławskim stadionie takie rzeczy niesamowite się dzieją, a z różnych względów wola pisać o tym, że na stadionie odpalono 5 rac na przykład.
To boli najbardziej, bo za tym idą konkretni ludzie, do tego trzeba było potężnej logistyki, o której sobie niewiele osób zdaje sprawę. Projekt kosztował 0 złotych. To wszystko było zrobione pędem ludzkich sił, oddolnych inicjatyw, niefinansowanych przez nikogo. To jest warte dostrzeżenia. Tego żałuję, że sam Wrocław nie wykorzystuje szans, które ma.

Jak porównasz nowy stadion z Oporowską?
Są argumenty za i przeciw. Mamy pusty stadion dzisiaj, bo frekwencja dość niska czasami straszy. Ale dla nas jest obiektem w pełni przygotowanym na nasze potrzeby. Miejsca są bardzo integracyjne, pomiędzy różnymi innymi kibicami, niespecjalnie oddzielone. Nie ma tu żadnego getta.
Ten fenomen uświadomiłem sobie już po otwarciu. Jakiś kibic pytał mnie: a jak ja mam dojechać na swoje miejsce dla osoby niepełnosprawnej? W Gdańsku, Krakowie czy Warszawie trzeba przejechać jakimiś korytarzami, są windy, niesłychane labirynty. A u nas jest prosto: jedź w stronę centrum, jak dojedziesz i będzie koniec, będzie barierka, to to jest Twoje miejsce. One opróżniają się w ciągu dwóch minut, łatwo do nich trafić. Stadionem możemy się pod tym względem bardzo pochwalić. Trzeba powiedzieć, że nam się udał porównując również z tymi europejskimi. To jest naprawdę obiekt bez barier i to jest ogromy nasz atut. Dzięki temu wiele osób niepełnosprawnych może przychodzić na mecze.
Co ważne jesteśmy też prekursorem w Polsce i wciąż bardzo mocno przypominamy, również władze UEFA, która tego kompletnie nie rozumie, że osoby niepełnosprawne to nie tylko te na wózkach, a również niewidome, niesłyszące i niepełnosprawne intelektualnie. Stąd my uruchomiliśmy normalne krzesełka, zaraz nad sektorem dla wózków, po to, żeby inni niepełnosprawni również byli na meczu. Dzięki temu urosła nam liczba miejsc z 200 do 260. To też wielki sukces. U nas się tej niepełnosprawności nie szufladkuje. Dla ludzi niepełnosprawnych intelektualnie to jest bezcenne doświadczenie być na meczu, uczestniczyć, jeździć, podróżować i kibicować. To jest dla nich prawdziwe życie i wyciągnięcie z warsztatów terapii zajęciowej, gdzie robią bombki albo pisanki. Nie umniejszając oczywiście tym instytucjom.

Dziękuję za wywiad i do zobaczenia na meczu.
Dziękuję za odwiedziny. Na koniec chciałbym jeszcze zachęcić wszystkich kibiców, zwłaszcza tych sprawnych, których droga na stadion jest znacznie krótsza od naszej, żeby przyszli na najbliższe mecze. Bo piłkarze właśnie teraz potrzebują wsparcia.



>> NOWSZY
<< STARSZY
KOMENTARZE
~ppod (2016-03-27 22:42:14)
to co powiedziales na koniec wywiadu trafia w samo sedno . Droge maja °krotsza° a nie chodza ...
~GMek (2016-03-27 21:55:04)
Świetny wywiad, pełen optymizmu. Wspaniali ludzie którym się coś chce, a nie jak niektórzy zawsze znajdują jakieś ale aby nie być ze swoim Klubem.
~wierny od zawsze (2016-03-27 19:50:58)
Szacunek za to co robisz !!! i apel do nas "zdrowych" kibiców 100% trafiony i słuszny !!! chodzimy na mecze nie tylko medialne - Legia, Amica, Wisła, Lechia itp., itd.....ale Termaliki, Łęczne...i jak mamy przedostatnie to też chodzimy !!!!!!! Hej Śląsk !!!!
DODAJ KOMENTARZ
Czy wiesz, że wszystkie nowo dodane komentarze muszą zostać zaakceptowane przez redakcję.

Nie chcesz czekać? Zarejestruj się na forum kibiców ¦ląska Wrocław a następnie podczas dodawania komentarza podaj swój login i hasło.

Koniecznie przepisz tekst z obrazka!
Nick*:
Hasło:
Adres e-mail:
Treść komentarza*:
* - pola wymagane




I liga

Nazwa Mecze Punkty Bramki
1. Wisła Kraków 20 46 51-16
2. Polonia Bytom 19 34 33-21
3. Pogoń Grodzisk Mazowiecki 19 33 37-27
4. Chrobry Głogów 19 31 26-18
5. Śląsk Wrocław 20 31 36-33
6. Ruch Chorzów 20 31 31-28
7. Stal Rzeszów 19 31 30-28
8. Wieczysta Kraków 19 30 40-29
9. Polonia Warszawa 19 30 28-27
10. Miedź Legnica 19 30 35-36
11. ŁKS Łódź 19 26 28-29
12. Odra Opole 20 25 20-23
13. Pogoń Siedlce 20 22 21-22
14. Puszcza Niepołomice 19 19 20-24
15. Znicz Pruszków 19 17 21-41
16. Stal Mielec 19 13 21-40
17. GKS Tychy 20 13 26-46
18. Górnik Łęczna 19 11 22-38

II liga

Nazwa Mecze Punkty Bramki
1. Unia Skierniewice 19 41 38-20
2. Warta Poznań 19 38 32-21
3. Podhale Nowy Targ 19 35 24-15
4. Olimpia Grudziądz 19 34 37-26
5. Świt Szczecin 19 32 37-32
6. Śląsk II Wrocław 20 27 37-30
7. Sandecja Nowy Sącz 19 27 26-28
8. Stal Stalowa Wola 19 26 38-31
9. Resovia 19 25 25-24
10. Podbeskidzie Bielsko-Biała 19 25 28-31
11. Sokół Kleczew 19 24 35-32
12. Chojniczanka Chojnice 19 24 30-29
13. Zagłębie Sosnowiec 20 23 23-33
14. Hutnik Kraków 19 21 27-30
15. Rekord Bielsko-Biała 19 21 27-35
16. KKS 1925 Kalisz 19 19 21-27
17. ŁKS II Łódź 19 13 19-35
18. GKS Jastrzębie 19 7 16-41