Karol Linetty: Śląsk odbije się od nas jak od ściany
własne | skomentuj (2)
Karol Linetty nie zagra w dzisiejszym spotkaniu, ale zapowiada, że jego koledzy z drużyny wysoko postawią poprzeczkę naszym zawodnikom. Zapraszamy do przeczytania wywiadu z zawodnikiem Lecha Poznań.
Jak zdrowie?
- Z dnia na dzień jest coraz lepiej. Jestem po badaniach i wszystko jest na dobrej drodze, żebym wrócił do zdrowia.
A jak to wygląda w całym zespole? Z tego co wiemy, trener Jan Urban jest przeziębiony i być może zawodników również to dotyka.1
- Z zawodników już nikt się nie skarży. O wiele gorzej było przed świętami, kiedy mieliśmy szpital. Teraz prawie wszyscy są już zdrowi i gotowi do gry. A jeśli chodzi o trenera, to do niego chyba dopiero doszła ta epidemia, która trwała do świąt.
Jak Ci się wydaje, drużyna dużo straci na Twojej nieobecności?
- Uraz mam już od jakiegoś czasu, więc zespół na pewno jest przygotowywany z tą myślą, że nie pojawię się na boisku. Gdybym nagle wypadł z gry, to z pewnością byłby to problem, ale mamy już plan taktyczny na najbliższy mecz i wychodzimy z założenia, że nie ma ludzi niezastąpionych. Jesteśmy drużyną, gramy razem i to daje nam wyniki, a nie indywidualne
umiejętności.
Można podejść do tego złośliwie. Przeciwko Śląskowi zagrałeś sześć spotkań, ale nie zdobyłeś w nich bramki, ani nie zanotowałeś asysty. Czyżby nie leżał Ci wrocławski zespół?
- (śmiech)... Nie patrzę na to, bo gdybym miał się tym przejmować, zablokowałbym się i już w ogóle nie strzelił bramki. Wystarczy mi to, że nasz bilans przeciwko Śląskowi jest dobry, w ostatnich latach rzadko przegrywamy, a kto z nas strzela bramki jest najmniej istotne. Nie mamy w szatni nieprzyjemnych rywalizacji. Naszym celem w tej rundzie jest uzyskać jak najwięcej punktów, by zbliżyć się do czołówki tabeli i nawiązać walkę o lidera. Ale z drugiej strony szkoda, że nie mogę zagrać, bo chętnie poprawię tę statystykę! (śmiech)
Śląsk wygrał w Poznaniu tylko raz w ostatnich 25 latach. Czy Bułgarska to według Ciebie talizman, czy raczej nie wierzysz w takie przesądy?
- Nie traktuję tego jak nasz talizman, a raczej jako nasz dom. Tutaj potrafimy grać efektownie, wygrywać z drużynami różnicą kilku bramek. Nie jesteśmy gościnni i tak naprawdę, kto do nas przyjeżdża, musi być przez nas "bity".
Jesienią, przed starciem we Wrocławiu to Lech był w gorszej sytuacji od Śłąska, ale dzięki temu - być może - lepiej wyglądaliście w owym meczu. Nie boicie się, że Śląsk pójdzie Waszym śladem i postawi ciężkie warunki?
- Każdy mecz jest inny, więc ciężko powiedzieć. Śląsk jest od nas niżej w tabeli, więc na kim mamy zdobywać punkty, jak nie na takich zespołach. Dla nas każde zwycięstwo jest na wagę złota, ponieważ patrzymy w górę i chcemy się tam znaleźć. Chcemy zgromadzić jak najwięcej oczek przed podziałem punktów, a do tego potrzebujemy wygranej w najbliższym meczu. Z WKS-em może być ciężko, ponieważ oni również potrzebują punktów jak powietrza. Spodziewamy się, że od pierwszych minut rzucą się na nas wysokim pressingiem, ale zderzą się ze ścianą i odbiją się od nas.
Mariusz Rumak powiedział kiedyś "Moja w tym głowa, żeby zrobić z niego piłkarza" - od tego czasu minęły ponad trzy lata. Jesteś reprezentantem Polski i jednym z najlepszych zawodników w Ekstraklasie, więc trener zrobił swoją robotę?
- Miał w tym duży udział, ponieważ gdyby nie on, ani każdy inny szkoleniowiec, nigdy nie znalazłbym się tutaj, gdzie jestem teraz. Każdy mój przełożony ma wpływ na to, jak młody zawodnik się rozwija, tak jest też w moim przypadku. Na pewno muszę pochwalić trenera Rumaka za to, że dużo ode mnie wymagał, a dzięki temu jeszcze więcej trenowałem i jestem zawodnikiem pierwszego składu Lecha. Mam nadzieję, że opłaci mi się to w przyszłości.
A możesz pokusić się o stwierdzenie, że to trener Rumak miał największy wpływ na Twój rozwój?
- Trenerowi trzeba oddać to, że wziął mnie do pierwszej drużyny. To spowodowało, że o wiele łatwiej było już wejść do drużyny i zasmakować ekstraklasy. Czy miał największy? Ciężko powiedzieć, ponieważ od każdego szkoleniowca wyciągałem dużo cennych porad i stosowałem je w następnych etapach mojej gry.
Pracowałeś już z kilkoma trenerami i w Lechu, i w drużynach juniorskich. Co wyróżnia Mariusza Rumaka na tle innych?
- Do naszej drużyny wszedł przebojowo. Na początku był tylko asystentem, ale od razu dostał posadę pierwszego trenera w dużym klubie i to dodało mu skrzydeł do efektywnej pracy. Wyprowadził Lecha z kryzysu po trenerze Bakero i nie można umniejszać jego udziału w tym. Trener Rumak przykłada dużą wagę do taktyki, ponieważ pamiętam, że bardzo często dogłębnie analizowaliśmy rywala i mieliśmy kilka opcji zapasowych, jeśli jakaś nie wypaliła, czy to przed, czy już w trakcie spotkania. Do tego potrafi scalić zespół, co też nie jest łatwe w tym zawodzie.
A jak wspominasz swój debiut pod wodzą Rumaka? Była trema?
- O dziwo, nie! Cała sytuacja wyglądała tak, że trener spytał się mnie, czy jestem gotowy. Odpowiedziałem, że oczywiście i zaraz po tym zacząłem dużo myśleć o wyjściu na murawę. Żyłem tym meczem i wszystko było dla mnie nowe, więc trochę nerwowości się wkradło, ale Szymon Drewniak puścił mi oko, wierzył, że sobie poradzę i cały stres ze mnie zszedł. Dzięki temu mogłem zagrać bez kompleksów.
We Wrocławiu rzadko stawia się na młodzież, a sam odczułeś na własnej skórze, jak ciężko przebić się młodemu chłopakowi do drużyny z ekstraklasy. Czy przyjście Mariusza Rumaka do Śląska pomoże takim jak Ty?
- Wydaje mi się, że we Wrocławiu zatrudniono go, ponieważ potrafi wyjść z nieciekawej sytuacji, albo chociaż nawiązuje walkę i jest blisko osiągnięcia celu. Z Zawiszą niewiele brakowało, ale i tak zrobił kawał dobrej roboty. Być może będzie tak ze Śląskiem, ale tego nikt nie jest w stanie przewidzieć.