Mariusz Rumak: Mój zespół przeżył dwa trudne momenty w tym meczu

Wypowiedź trenera Śląska, Mariusza Rumaka po spotkaniu z Koroną Kielce
Jest coś takiego w Kielcach, jak ja tu przyjeżdżam ze swoim zespołem. To jest dramaturgia. W poprzednim meczu tutaj graliśmy w dziesiątkę. Dzisiaj graliśmy w dziesiątkę. Jak było 2:2, był rzut karny czy nie - tego nie wiem, od tego są eksperci. Ale zawsze jest dramaturgia. Dziś też taka dramaturgia była, więc myślę, że to spotkanie mogło się kibicom podobać. Jeżeli chodzi o piłkarskie aspekty to jest za szybko, żeby o tym mówić, natomiast cieszę się, że mój zespół przeżył dwa trudne momenty w tym meczu. Najpierw czerwona kartka, a potem sami sobie strzelamy gola. Jednocześnie zespół potrafił się w tych trudnych chwilach zjednoczyć. Zdobył bramkę, zagrał ambitnie. Stworzyliśmy sytuacje, więc myślę, że ten remis odzwierciedla to, co działo się na boisku.
Na ile końcówka dzisiejszego spotkania wyglądała tak, jak wyglądała, dzięki dobremu przygotowaniu kondycyjnemu (przygotowanie trenera Szukiełowicza zimą), a na ile ta wyrównująca bramka wpłynęła na to, że zawodnicy dali z siebie te 110%?
To jest tak z ludźmi, że wszystko jest kompleksowe. Nie da się oddzielić przygotowania mentalnego od fizycznego czy techniczno-taktycznego, więc to na pewno wielka zasługa sztabu trenera Szukiełowicza, że przygotował ten zespół, bo widać, że te drugie połowy to my bardzo często kontrolujemy. Niezależnie, czy gramy na wyjeździe czy u siebie. Ale i wyrównująca bramka na pewno sprawiła, że moi piłkarze uwierzyli, że można wywieźć stąd dzisiaj punkty. Po takim golu, jaki straciliśmy, moglibyśmy się równie dobrze podłamać. Udało nam się zaskoczyć przeciwnika stałym fragmentem. Trochę tak na przekór, celowo chcieliśmy zagrać tak, jak gra Korona.
Czy ma pan pretensje do Jacka Kiełba?
Nie. O co mam mieć pretensje? Ja mam pretensje, kiedy piłkarze się nie angażują. Śmiesznie się złożyło, bo trzy minuty wcześniej mówiłem dokładnie: „Uważaj, bo masz kartkę. Bądź mądry, kontroluj emocje.” Ale to jest walka i to są decyzje piłkarzy. Ja nigdy nie będę ich ganił za to, że się starają. Tylko trzeba pracować nad emocjami.
Czy ta stracona bramka przesądzi o zmianie bramkarza na następnym mecz?
Na pewno jest za wcześnie, żeby o tym mówić. Ja natomiast nie jestem trenerem, który po pierwszym błędzie zmienia piłkarza. W związku z czym zobaczymy, jak Mateusz zareaguje w tygodniu. Jeżeli zareaguje pozytywnie i będę widział, że jest naładowany taką pozytywną energią, jak w poprzednich tygodniach, to nie widzę potrzeby zmiany bramkarza, taki błąd może się zdarzyć każdemu.