Michał Guz: Chcemy być dla Śląska think-tankiem
W ubiegłym tygodniu ukonstytuowała się Społeczna Rada Sportu przy WKS Śląsk Wrocław. Z jednym z jej przedstawicieli, dziennikarzem Przeglądu Sportowego, Michałem Guzem, rozmawiamy miedzy innymi o konflikcie między właścicielami klubu, szkoleniu młodzieży czy wciąż nieistniejącym muzeum klubowym.
- Pomysł stworzenia Rady wyszedł z inicjatywy zarządu klubu. To jest takie ciało czysto doradcze. Nie jesteśmy w żaden sposób organem statutowym spółki. Nie podejmujemy formalnie żadnych decyzji. Jesteśmy gremium doradczym, złożonym z przedstawicieli różnych środowisk, bo jest i trzech radnych, przedstawiciel świata kibicowskiego w osobie Pawła Parusa, ludzie mediów, ze środowiska piłkarskiego Janusz Sybis, a także profesor z Akademii Wychowania Fizycznego. To ma być taka kuźnia pomysłów, co można zrobić, żeby Śląsk lepiej funkcjonował. Ja lubię używać takiego określenia: think-tank.
Wiadomo, że skoro nie mamy wpływu bezpośredniego na podejmowane decyzje, to nasze możliwości są w pewien sposób ograniczone tym, na ile zarząd będzie nas słuchał. Z drugiej strony, jeśli zostaliśmy zwołani, to właśnie po to, żeby wesprzeć procesy decyzyjne.
Czym zamierzacie się zająć?
Jest dużo odcinków naszej działalności. Zamierzamy się zająć sprawami związanymi przede wszystkim z promocją klubu. Chcemy spowodować, aby wokół Śląska cementował się wrocławski patriotyzm. Na pierwszym spotkaniu wszyscy się zgodziliśmy, że potrzebne są nie tylko takie miękkie działania na rzecz budowy pozytywnego wizerunku, ale także w długofalowej perspektywie spowodowanie, by rzeczywiście poprawić frekwencję na stadionie. Nie czarujmy się: w tej chwili to jest niecałe 10 tysięcy ludzi na meczu i to nie jest wynik, który wszystkich zadowala.
Oczywiście na to się składa bardzo wiele kwestii. Uważam, że skoro reprezentujemy bardzo różne środowiska: od mediów przez radnych po byłych znakomitych sportowców, to jesteśmy w stanie różnymi metodami pozytywnie wpłynąć.
Przewodniczącym Rady jest Paweł Rańda, medalista Igrzysk Olimpijskich w wioślarstwie – to też pokazuje, że wokół Śląska gromadzą się ludzie, którzy niekoniecznie są takimi zagorzałymi kibicami w negatywnym tego słowa znaczeniu. Jest problem tego typu, że wokół klubu nagromadziło się zbyt dużo takiej negatywnej aury, zbyt dużo negatywnych obrazów.
Oczywiście WKS ma swoje problemy, ma też problemy z niewłaściwymi zachowaniami kibiców, z tym że całość zjawisk społecznych generowanych przez ten klub jest zdecydowanie pozytywna. Naszym zadaniem jest masowe przekonanie do tego ludzi. Ale nie tylko do tego. Jest też wiele kwestii związanych na przykład z lepszym zagospodarowaniem stadionu. Z tym, żeby polobbować we wrocławskim środowisku biznesowym czy samorządowym, żeby wreszcie zbudować jakąś akademię. Jest wiele odcinków, my sobie musimy wszystko usystematyzować. Na pierwszym spotkaniu rady była taka burza pomysłów, trzeba teraz to wszystko poukładać, ułożyć harmonogram pracy.
Jakimi narzędziami chcecie się posługiwać?
Jako organ doradczy możemy doradzać, wydawać odezwy, przekonywać. Ale nie tylko zarząd czy radę nadzorczą. Możemy też przecież zaprosić na spotkanie ludzi decyzyjnych w mieście: czy to z władz miasta czy z władz stadionu. Żeby porozmawiać o pewnych problemach, których być może oni nie dostrzegają, bo na co dzień mają mnóstwo innych obowiązków. Takich problemów jest wiele.
Śląsk w dużym stopniu przejadł czas koniunktury. Był moment około 2012 roku, tuż po otwarciu stadionu. Rzeczywiście pieniądze w klubie wtedy były. Były to duże pieniądze, z tym, że niekoniecznie zostały one wydane tak, jak powinny. Dużo zarobili obcokrajowcy, po których już nie ma śladu, natomiast infrastruktura jest w dalszym ciągu taka, jaka jest. Są dwa boiska przy Oporowskiej.
To jest infrastruktura zdecydowanie niewystarczająca do treningów zarówno pierwszej drużyny, jak i akademii. Bo jeżeli chcemy, żeby to był klub wszystkich wrocławian, żeby ludzie się z nim identyfikowali, to siłą rzeczy musi w nim grać więcej wychowanków. Więcej wychowanków będzie grało wtedy, kiedy ten klub rzeczywiście będzie miał bazę treningową i będzie w stanie na szkolenie tej młodzieży wydać kilka milionów złotych rocznie. Tego rzędu pieniędzy trzeba, żeby mieć akademię na poziomie Legii czy Lecha. Potrzebna będzie do tego bardzo szeroka integracja środowiska biznesowego, przekonanie władz miasta, aby pomogły w budowie. W gruncie rzeczy to jest kwestia pewnych zjawisk społecznych, które generuje Śląsk. Nie są to tylko emocje sportowe, ale też kanalizowanie energii młodzieży, której kilkaset „sztuk” będzie przy tym klubie trenowało. Na to też chcemy zwrócić uwagę.
Rada została powołana akurat w momencie konfliktu pomiędzy współwłaścicielami klubu. Jak ten spór należy rozwiązać?
Wystosowaliśmy już taki komunikat. Naszym zdaniem zarówno Miasto, jak i przedstawiciele Wrocławskiego Konsorcjum Sportowego powinni jak najszybciej zbyć swoje akcje. Porozumieć się tak, aby można było znaleźć prywatnego inwestora, który będzie chciał wziąć ten klub. Moje prywatne zdanie jest takie, że dobrze by było, aby przede wszystkim konsorcjum jak najszybciej się wycofało. Niestety okazało się, że na dłuższą metę to są ludzie, którzy kompletnie nie czują piłki. To nie są hochsztaplerzy czy ludzie ze złą wolą. Praktycznie przez 2 lata ich działalności nie została przedstawiona żadna całościowa koncepcja, w jakim kierunku ten klub ma iść. Przez pierwszy rok patrzyliśmy trochę przez palce, bo padały słuszne hasła: trzeba ściąć koszty, wielu piłkarzy zarabia za dużo, są kominy płacowe, wiele nieracjonalnych wydatków.
W tej chwili zostało to ścięte do takiego poziomu, że klub zaczyna nawet generować zyski, a nie ma nadal żadnej całościowej wizji, jak powinien wyglądać za rok, za dwa, w jakim kierunku idziemy, jak rozbudowujemy marketing. To absolutnie jest wina właścicieli. W pierwszej kolejności tego właściciela, który ma większość w spółce.
Przedstawiciele konsorcjum bardzo się chwalą, że spółka wypracowała 3 miliony zysków, rok wcześniej pół miliona. To wszystko prawda, tylko w tym nie ma najmniejszej ich zasługi. Nie ma ich zasługi w tym, że znaleźli się kupcy na Sebastiana Milę czy Roberta Picha. Bo głównie te transfery z klubu i szczególnie zniknięcie Mili z listy płac, spowodowało to, że nagle się pojawiła trzymilionowa nadwyżka.
Oni na dłuższą metę okazali się ludźmi, którzy nie bardzo rozumieją, jakie jest źródło generowania przychodów. Nie dali szansy Śląskowi chociażby, żeby powalczył skutecznie o awans do fazy grupowej Ligi Europejskiej. Gdzie za sam awans jest równowartość 10 milionów złotych premii od UEFA, do tego dochodzą zyski z biletów i praw telewizyjnych. Można było zarobić, tylko trzeba było zainwestować w zespół. Nie zrobili tego. W roku, w którym drużyna awansowała do europejskich pucharów, włożyli w sumie 600 tysięcy złotych.
Kto powinien być właścicielem klubu?
Praktyka pokazuje, że najefektywniej przynajmniej w Polsce działają kluby, którymi zarządza jedna osoba, względnie – tak jak w Legii – nazwijmy to grupa bardzo bliskich przyjaciół. Wtedy ten proces decyzyjny nie jest porozbijany na wiele osób. Przede wszystkim potrzebny jest inwestor, który będzie rozumiał, że na polskiej piłce można nie tracić albo tracić bardzo niewiele, ale najpierw trzeba doprowadzić klub do takiego poziomu sportowego i organizacyjnego, jaki mają chociażby w Poznaniu. Na 4 sezony 2 albo 3 to jest gra w fazie grupowej Ligi Europejskiej. Dzięki temu można budować stabilny budżet na poziomie 40-50 milionów złotych rocznie, sprzedawać za granicę tych wyróżniających się piłkarzy. Wtedy można wychodzić na zero. Taki sponsor jest potrzebny, tylko on musi sam rozumieć, że zanim wskoczy na ten poziom, najpierw niestety będzie musiał trochę wydać.
Śląsk miał taką możliwość, bo okres rządów Polsatu i Miasta dawał przychody i były w klubie pieniądze, które pozwalały na wejście na taki poziom. Tylko w kilku miejscach troszeczkę zabrakło, żeby wejść do tej fazy grupowej i zarobić niezłe pieniądze. Pamiętajmy, że wystarczyło wyeliminować w gruncie rzeczy niezbyt silny Helsingborg.
Jak głęboko chcecie opiniować to, co się dzieje w klubu? Czy będziecie komentować zmiany na stanowisku trenera?
Ja sobie wyobrażam, że będziemy zabierali głos w takich sprawach, bo zatrudnienie szkoleniowca to też jest decyzja strategiczna, powinna być na lata. Potrzebny jest trener, który będzie pasował do określonej filozofii klubu. Tak to powinno przynajmniej wyglądać. Bierze się tego, który prezentuje taką myśl, w jakim kierunku klub chciałby iść.
W pierwszym posiedzeniu Rady uczestniczył zarówno prezes Paweł Żelem, jak i dyrektor sportowy Wojciech Błoński. To pokazuje, że władze klubu chcą słuchać. Zarówno tego środowiska piłkarskiego, jak i samorządowców, czy mediów. Jeżeli więcej głów się zbierze, to więcej mądrych pomysłów można podsunąć. Jeżeli jest zarząd jednoosobowy, bo tak to w tej chwili w Śląsku wygląda, to wiele spraw może prezesowi umykać. Zresztą dyrektorowi też, bo to jest człowiek, który ma dużą wiedzę o sporcie, ale do tej pory jeszcze nie działał w piłce nożnej. On tej piłki się uczy, w dobrym tempie, sądząc po efektach. Ja cały czas mam wrażenie, że taka rada wzmocni proces decyzyjny.
Wydawałoby się, że skoro klub i stadion należą do Miasta, to łatwo powinno być o współpracę, chociażby w kwestii muzeum klubowego.
To są bardzo ważne kwestie i zostały poruszone już na pierwszym zebraniu rady. To wstyd, że Śląsk nie ma nie tylko muzeum, a nawet jakiejkolwiek izby pamięci, w której można by zapoznawać najmłodszych kibiców z historią, która tutaj miała miejsce. Wstyd dla Wrocławia, bo jeżeli klub jest ikoną tego miasta, to powinien mieć taką salę. W tym kierunku też chcielibyśmy podziałać, spotkać z przedstawicielami stadionu, żeby się dowiedzieć, co można zrobić, żeby przynajmniej na razie była taka sala pamięci. Bo to można zrobić stosunkowo niewielkim kosztem. Żeby też byli piłkarze, byli trenerzy chętniej się pojawiali, bardziej się angażowali w życie klubu. Bo w ten sposób się buduje wielkie firmy. Mierzy je się między innymi tym, że potrafią dbać o swoją pamięć, tożsamość. W Śląsku w tej chwili z tym nie wygląda to dobrze. Jest garstka zapaleńców, którzy mają jakieś pojęcie. Natomiast szwankuje przekaz na linii klub-kibice kwestii takiego wychowania w tradycji: kto tutaj grał, co osiągnął.