Podsumowanie 11. kolejek: Przełamanie, które przyniosło załamanie
Na półmetku rundy jesiennej Lotto Ekstraklasy o sytuacji Śląska można powiedzieć: nie tak miało być. Wrocławianie z jedenastoma punktami zajmują dopiero 12. miejsce (punkt nad strefą spadkową), jednak bardziej niż wyniki martwi słaba gra zielono-biało-czerwonych.
Po względnie udanej rundzie finałowej poprzedniego sezonu, kiedy Śląsk pod wodzą Mariusza Rumaka nie tylko odrobił straty z zimowej zapaści i wydostał się ze strefy spadkowej, ale ostatecznie został wiceliderem drugiej ósemki, pojawił się apetyt na dużo więcej w rozgrywkach 16/17. Niepokoiły co prawda braki w środku pola spowodowane odejściem Hateleya i Hołoty, niepewna sytuacja Bence Mervo i dość ryzykowne transfery, jednak skoro trenerowi Rumakowi raz udało się poskładać zespół, to czemu nie miałoby się udać po raz drugi? Niestety, na dziewięć spotkań przed końcem rundy jesiennej wrocławianom bliżej jest do powtórki z poprzedniego sezonu, kiedy na tym samym etapie rozgrywek również zajmowali 12. miejsce, niż do walki o europejskie puchary.
Pierwszym sprawdzianem w rozgrywkach 16/17 był mecz z Lechem Poznań, który do Wrocławia przyjeżdżał jako zdobywca Superpucharu Polski. Zielono-biało-czerwonym udało się zatrzymać napastników Kolejorza, chociaż ci tak naprawdę im to zadanie ułatwiali, obijając słupek albo posyłając piłkę wysoko nad poprzeczkę bramki Pawełka. Po chaotycznym spotkaniu WKS wywalczył, a raczej wymęczył, bezbramkowy remis i pierwszy punkt. Niełatwy terminarz wiązał się z wyjazdem do Warszawy w następnej kolejce. Znowu 0:0, ale tym razem rzeczywiście wywalczone. Na boisku obecnego mistrza Polski wrocławianie rozegrali jedno z lepszych spotkań (o ile nie najlepsze) w tym sezonie. Umiejętnie stosowali pressing, zagrożenie pod bramką Legionistów stwarzał Alvarinho, a łącznie piłkarze WKS-u oddali aż 14 strzałów (biorąc pod uwagę obecną grę Śląska, we wszystkie trzy rzeczy trudno jest uwierzyć…) Cieszyła solidna defensywa, ale martwił brak pierwszych w sezonie bramek. Po 183 minutach czekania przyniósł je dopiero wyjazdowy mecz z Pogonią Szczecin. Premierowego gola strzelił jednak nie Bence Mervo, a grający w tym spotkaniu jako defensywny pomocnik Adam Kokoszka. Na 2:0 podwyższył jeszcze Filipe Goncalves , więc trzy punkty i awans na 6. miejsce w tabeli, nawet mimo mało efektownej gry, nie mogły nikogo martwić. Na własnym stadionie niemoc strzelecka trwała dalej i w meczu przyjaźni z Lechią kibice znowu nie oglądali goli. Nie wpadało nic z przodu, ale z tyłu już tak - następne spotkanie z Arką w Gdyni przerwało długą passę czystych kont Mariusza Pawełka. Grający bez kontuzjowanego Augusto Śląsk stracił dwie bramki po indywidualnych błędach, a w ofensywie po raz kolejny był bezbarwny, co najlepiej obrazuje ściągnięcie Ryoty Morioki w przerwie i tylko cztery oddane strzały. Pojedynek z Wisłą Płock to ciąg dalszy agonii i kolejny bezbramkowy remis na Stadionie Miejskim. Czołówka się oddalała (11. miejsce), pojawiły się pierwsze gwizdy, ale wierzono jeszcze, że do poskładania układanki trenerowi Rumakowi i jego podopiecznym potrzeba tylko meczu na przełamanie. Szczęśliwie (?) w 7. kolejce rywalem WKS-u była notująca serię pięciu ligowych porażek Wisła Kraków. W wygranym 5:1 meczu Śląsk przede wszystkim imponował skutecznością (42%), a Kamil Biliński wykorzystał otrzymaną od trenera szansę i zapisał się golem i dwiema asystami. Co stało się potem, tego nie wie nikt, chyba nawet sam sztab szkoleniowy i piłkarze. Po przerwie na reprezentacje, wrocławianie na fali zwycięstwa w Krakowie... przegrali oba domowe spotkania, z Ruchem i Jagiellonią. O ile w przypadku rywalizacji z Niebieskimi można doszukiwać się jeszcze jakichś pozytywów (dobre zmiany, które dali nowopozyskani Riera, Roman i Engels), o tyle mecz z Jagą był prawdziwą deklasacją. Śląsk w starciu z liderem wyglądał jak pierwszoligowiec (i to bynajmniej nie tej samej klasy co zwycięska w 1/8 Pucharu Polski Bytovia). Zielono-biało-czerwoni odstawali od przeciwników pod względem motorycznym, brakowało im zgrania i nie potrafili oddać ani jednego celnego strzału. W meczu z Piastem gra wrocławian prezentowała się już lepiej, ale dalej problemem była skuteczność. Nie udało jej się poprawić również w ostatniej kolejce - grający przez prawie połowę spotkania w dziesiątkę Śląsk uległ u siebie wiceliderowi, Bruk-Bet Termalice Niecieczy.
Na razie WKS znajduje się w chaosie. Duża rotacja składem i zawirowania właścicielskie dodatkowo nie sprzyjają stabilizacji. Pozostaje mieć nadzieję, że szybko znajdzie się jakiś złoty środek (albo przynajmniej pomysł na grę), bo w tym roku wrocławian czekają jeszcze spotkania z Koroną, Cracovią, Łęczną, Zagłębiem, Lechem, Legią, Pogonią, Lechią i Arką.
Bilans spotkań: 2-5-4
Bramki: 10-12
Wyniki (miejsce po danej kolejce)
1. kolejka 15.07.2016 Śląsk Wrocław-Lech Poznań 0:0 (9.)
2. kolejka 23.07.2016 Legia Warszawa-Śląsk Wrocław 0:0 (12.)
3. kolejka 01.08.2016 Pogoń Szczecin-Śląsk Wrocław 0:2 (6.)
4. kolejka 06.08.2016 Śląsk Wrocław-Lechia Gdańsk 0:0 (6.)
5. kolejka 13.08.2016 Arka Gdynia-Śląsk Wrocław 2:0 (10.)
6. kolejka 19.08.2016 Śląsk Wrocław-Wisła Płock 0:0 (11.)
7. kolejka 26.08.2016 Wisła Kraków-Śląsk Wrocław 1:5 (7.)
8. kolejka 12.09.2016 Śląsk Wrocław-Ruch Chorzów 1:2 (10.)
9. kolejka 16.09.2016 Śląsk Wrocław-Jagiellonia Białystok 0:4 (10.)
10. kolejka 26.09.2016 Piast Gliwice-Śląsk Wrocław 1:1 (10.)
11. kolejka 02.10.2016 Śląsk Wrocław-Nieciecza 1:2 (12.)
Strzelcy: Ryota Morioka (3), Kamil Biliński (2), Filipe Goncalves (2), Adam Kokoszka (1), Ostoja Stjepanović (1)
Wystąpili:
11-Mariusz Pawełek, Piotr Celeban, Filipe Gonçalves, Alvarinho, Ryota Morioka
10-Lasza Dwali, Adam Kokoszka, Ostoja Stjepanović
9-Mariusz Pawelec, Kamil Biliński
8- Łukasz Madej
6-Augusto, Kamil Dankowski, Bence Mervo
5- Peter Grajciar
4- Mariusz Idzik
3-Paweł Zieliński, Sito Riera
2- Joan Angel Roman, Mario Engels
Średnia frekwencja u siebie: 9879 (6. miejsce wśród klubów Ekstraklasy)