Okiem Blondynki: Epidemia na trybunach we Wrocławiu?
Bliżej niezidentyfikowana plaga zdziesiątkowała okazjonalnych sympatyków futbolu. Wystarczyło sześć dni, by meczowa frekwencja spadła do 2 tysięcy osób.
Nie trudno było przewidzieć, że spotkanie Śląska z Pogonią wyda się mało atrakcyjne dla widzów sporadycznie odwiedzających Stadion Miejski. Ani występ Gosi Andrzejewicz, ani też obecność Świętego Mikołaja nie zachęciły do przybycia na mecz. Jednak tak niskiej frekwencji chyba nikt się nie spodziewał. Czy przez miasto przeszła zaraza? Co innego mogło być powodem tak drastycznego spadku zainteresowania futbolem we Wrocławiu? Na trybunach zasiadło niewiele ponad 2 tys. osób, czyli 10 razy mniej niż przy okazji meczu z warszawską Legią! Wiadomo, klasa rywala nie ta sama, a bezpośrednie starcia obu drużyn często kończą się remisami (w 10 meczach Śląsk remisował z Pogonią pięciokrotnie). Niektórych mogła odstraszyć pogoda, bo w sobotni wieczór było naprawdę zimno.
Na trybunie B dosłownie garstka osób narobiła porządnego hałasu. Doping wypadł o wiele lepiej niż w trakcie poprzedniego spotkania. Pewnie dlatego, że tym razem nikt nie znalazł się na sektorze fanatycznym PRZEZ PRZYPADEK. Trudno też prowadzić kibiców, którzy nie znają słów przyśpiewek, co dało się zauważyć w ubiegłym tygodniu. Poza tym postawa Śląska na boisku wpłynęła na fanów mobilizująco.
Ci, którzy nie przyszli na mecz, mają czego żałować. Piłkarsko było to całkiem dobre widowisko. Od pierwszych minut Śląsk miał pomysł na grę. Warto było pomarznąć, chociażby dla bramki strzelonej piętą przez Celebana. Trafienie kapitana z pewnością pretenduje do miana gola kolejki. Portowcy też mieli swoje sytuacje. Groźne dośrodkowania piłkarzy gości w wykonaniu Murawskiego i Drygasa zatrzymywali obrońcy wrocławian, choć w formacji defensywnej Śląsk wciąż nie zachwyca. Gospodarze w ataku wyglądali lepiej, stwarzali okazje do zdobycia bramki, więc emocji nie brakowało. W 36. minucie Biliński nie wykorzystał rzutu karnego. Niedługo potem sędzia odgwizdał jedenastkę dla szczecinian, którą na gola zamienił Frączczak.
Od zwycięskich derbów kibice WKS-u nie doczekali się ponownej wygranej w meczu domowym. Ostatnią szasnę przed przerwą zimową na odczarowanie tej złej passy wrocławianie będą mieli 18 grudnia. W ramach 20. kolejki Lotto Ekstraklasy zagrają u siebie z Arką Gdynia. Być może pojawią się wówczas również ci, którym zdrowie nie pozwoliło dotrzeć na mecz z Pogonią.