Łukasz Zwoliński: W każdym meczu będę grać o 3 punkty
Łukasz Zwoliński: Jestem głodny gry. Nie chcę nikomu nic udowadniać. Po prostu przyszedłem tutaj wykonać robotę, pomóc drużynie i będę robić wszystko, żeby w każdym meczu wychodzić od pierwszej minuty.
Jest to korzyść, mam nadzieję, obopólna. Jestem tu i dla siebie, i dla drużyny. Żeby sobie pomóc odbudować się, a w zespole wzmocnić konkurencję w ataku.
- Przed przyjściem analizowałeś statystyki innych napastników Śląska, obserwowałeś z kim będziesz rywalizować?
- Kiedy została już podjęta decyzja, że tutaj przychodzę, to wszedłem na stronę, sprawdziłem dokładnie całą kadrę, z kim będę miał przyjemność trenować i grać. Żeby jak najlepiej poznać pozostałych zawodników i jak najlepiej móc się z nimi komunikować, również na boisku czy na treningach. Ale szczerze mówiąc na statystyki nie zwracałem uwagi, bo myślę, że to nie jest najważniejsze. Bardziej chodziło mi o to, żeby zobaczyć chłopaków, nauczyć się ich imion i nazwisk, przyjechać tu i zacząć trenować.
- Jesienią zagrałeś niecałe siedemset minut i strzeliłeś jednego gola. Kamil Biliński po rundzie jesiennej miał na koncie trzy gole.
- Przychodzę tutaj, żeby wywalczyć sobie pierwszy skład, jak mówi dużo osób, odbudować się. Dla mnie najważniejsza jest regularna gra. Możemy sobie minutowo wyliczać, kto ile gra, ale wydaje mi się, że czy to w Pogoni, czy to teraz w Śląsku, nie patrzy się indywidualnie, tylko przez pryzmat drużyny – czy wygrywa, czy strzela bramki. Statystyki indywidualne służą dziennikarzom. Dla mnie ważniejszy jest zespół. Wiadomo, przychodzę tutaj w roli napastnika, chcę strzelać jak najwięcej bramek. Ale nie będzie tak, że będę sprawdzać np. ile minut minęło od mojego ostatniego trafienia.
- Miałeś oferty wypożyczeń z innych klubów?
- Były, ale Śląsk był najkonkretniejszy. Rozmawiałem z dyrektorem sportowym i trenerem, wspólnie podjęliśmy tę decyzję.
- Ostatnio mało grałeś. Wynikało to tylko z tego, że przegrywałeś rywalizację o miejsce w ataku czy był jeszcze jakiś powód?
- Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie. Trzeba by było zapytać trenera Moskala. Ale żadnego konfliktu nie było. Nawet teraz, kiedy jechałem tu do Wrocławia, byłem w kontakcie telefonicznym z trenerem Moskalem. Podziękowaliśmy sobie, nie było żadnych nieuprzejmości. Czy przegrałem rywalizację? Nie uważam, że byłem gorszy i chciałbym to tutaj pokazać. Nie chcę nic udowadniać, ale cieszę się, że tu jestem. Już nie mogę doczekać się ligowego spotkania.
- Mówiłeś, że chcesz się we Wrocławiu odbudować, ale czy rozważasz pozostanie po sezonie?
- Umowa została tak skonstruowana, że jestem wypożyczonym zawodnikiem. To jest kwestia dogadania się klubów, nie chcę wchodzić w szczegóły. Na dzień dzisiejszy jestem zawodnikiem Śląska Wrocław. Nie wybiegajmy w przyszłość.
- Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że pomagając Śląskowi możesz wyrzucić Pogoń z pierwszej ósemki? Tabela układa się tak, że szóstka raczej jest już pewna miejsca w grupie mistrzowskiej, a Pogoń z kolei ma dość trudny terminarz.
- Według mnie pierwsza szóstka nie jest nie do ruszenia. Nasza liga jest nieprzewidywalna, każdy może wygrać z każdym. Teraz jestem zawodnikiem Śląska, w każdym meczu będę grać o trzy punkty. Wiadomo, Pogoni życzę jak najlepiej, ale przynajmniej do końca rundy zasadniczej nie spotkamy się na boisku.
- Przychodzisz tu gotowy do gry czy masz jakieś zaległości?
- Przepracowałem cały okres przygotowawczy, fizycznie czuję się dobrze. Ale jestem takim człowiekiem, że nie mam w zwyczaju opowiadać, jak dobrze jestem przygotowany. Wolę pokazać to na boisku. Zrobię wszystko, żeby ta szansa przyszła jak najszybciej. Fizycznie i psychicznie czuję się bardzo dobrze. Pod koniec poprzedniego roku przeszedłem operację narośli w stawie skokowym, która poniekąd przeszkadzała w grze. Teraz już wszystko jest w porządku, za mną cały przepracowany okres przygotowawczy. Dlatego nie mogę doczekać się tych minut spędzonych na boisku.