Łukasz Madej: Nie powinienem dać się sprowokować
Wypowiedź Łukasza Madeja po meczu z Piastem Gliwice.
Doszło do jakiejś tam przepychanki i tyle. Ostatnie minuty, emocje, pchnął mnie przy aucie i może nie wytrzymałem. Nie powinienem dać się tak sprowokować. Myślę, że komisja spojrzy na to łagodnie, bo nie było uderzenia łokciami, czegoś takiego. To ja byłem poszkodowany, bo Hebert zaatakował mnie od tyłu łokciem. Pojadę, wytłumaczę się, mam nadzieję, że komisja spojrzy łaskawym okiem ze względu na moje doświadczenie.
Zdarzały mi się już różne rzeczy, może nie w Śląsku. Może nie awantury, ale zawsze człowiek podchodzi do spotkań emocjonalnie i jak przegrywa 0:4, to każdego może ponieść. Mnie poniosło. Można tylko przeprosić, że coś takiego stało. Takie jest życie, są błędy i trzeba z nich wyciągać wnioski.
Trzeba spojrzeć, jak te bramki traciliśmy. Piast z tego, co pamiętam, oddał 5 strzałów i strzelił 4 bramki. Strzeliliśmy 3 bramki u siebie, to jest następny mecz, gdzie dobrze gramy, ale wynik pójdzie w świat i każdy powie, że Śląsk grał beznadziejnie. Mecz był do wygrania i to zdecydowanie.
Nie raz jest tak, że przegrywasz mecze i nie masz nadziei. Ale po Ruchu czy Jagiellonii każdy z nas czuł, że jesteśmy w stanie wygrywać. My w tych wszystkich meczach nawiązywaliśmy walkę. Przegraliśmy 3 mecze i taka jest prawda, ale jak się to głębiej zanalizuje, to tak źle nie jest.