Dariusz Sztylka: Nasi zawodnicy mają potencjał
Rozmowa z trenerem Śląska II Wrocław po zwycięskim ligowym debiucie przeciwko Skrze Częstochowa.
- Chłopakom należy się szacunek – cały tydzień trenowaliśmy określony plan na dzisiejszy mecz i sądzę, że zrealizowaliśmy go w stu procentach.
Również bardzo duży szacunek dla chłopaków, którzy spadli z pierwszego zespołu, czyli dla Łukasza Wiecha, Adriana Łyszczarza, Dominika Budzyńskiego, Alvaro i Pawła Zielińskiego. Pokazali oni pełen profesjonalizm, jak powinno się traktować mecze w drugiej drużynie. To świadczy nie tylko o ich wysokiej klasie jako piłkarzy, ale też jako ludzi.
Co do samego meczu – mieliśmy swój pomysł na to spotkanie. Chcieliśmy tutaj dominować i przez większość czasu ten plan był realizowany. Wiadomo, nie da rady cały mecz grać wysokim pressingiem. Były momenty, kiedy trochę się cofnęliśmy, ale wszystko było pod kontrolą. Trudno mi kogokolwiek wyróżnić, bo cały zespół zagrał świetnie i sądzę, że to jest dobry prognostyk przed rundą wiosenną.
- Meczem ze Skrą oficjalnie w seniorskiej piłce zadebiutował Sebastian Bergier. Zagrał na pozycji środkowego napastnika. Jak pan ocenia jego występ i czy na stałe może być on odpowiedzią na problemy z obsadzeniem pozycji numer „dziewięć”, o których jeszcze jesienią mówił trener Bator?
- Występ Sebastiana, podobnie jak całego zespołu, oceniam bardzo pozytywnie. Pokazał, że nie tylko dobrze gra przodem do bramki, ale też tyłem. Bardzo dużo piłek wygrał, bardzo dużo piłek utrzymał, co pozwoliło nam zawiązać atak. Niezmiernie ważne było dla nas, żeby nie tracić piłek z przodu, żeby one nie wracały. Do tego parę razy groźnie uderzył na bramkę. W ogóle cały czas był taką „dziewiątką”, która mądrze pracuje również w defensywie. Sądzę, że przed tym chłopakiem jest duża przyszłość. I to równie dobrze na pozycji „dziewięć”, „dziesięć” czy „osiem”.
- Solidne spotkanie rozegrał dzisiaj także wspomniany Dominik Budzyński, popisał się kilkoma świetnymi interwencjami. Myśli pan, że pewności siebie dodał mu boiskowy debiut w pierwszym zespole w meczu w Białymstoku i będzie chciał teraz poważnie powalczyć o miejsce w bramce zespołu ekstraklasowego?
- Dominik to taki „dobry duch”. Obojętnie, czy jest w pierwszej drużynie, czy spada do nas, do drugiego zespołu, zawsze pozytywnie wpływa na chłopaków. Jest maksymalnie zaangażowany, kieruje grą naszej defensywy – nasi obrońcy czują się zdecydowanie pewniej mając go za plecami. Myślę, że to tylko kwestia czasu, kiedy Dominik będzie bronił w Ekstraklasie.
- Długo był pan związany z pierwszym zespołem Śląska. Czy młodzi zawodnicy, podobnie zresztą jak kibice, liczą, że teraz w końcu będą mieć większe szanse na awans do pierwszej drużyny?
- Wszyscy na to liczymy. Pracuję już trochę z tymi zawodnikami, jest w nich ogromny potencjał, ale czeka nas jeszcze mnóstwo pracy. Nie chciałbym też, żeby jeden wygrany mecz sprawił, że osiądą na laurach. Oni doskonale wiedzą, że każdy trening, czy to w pierwszej, czy w drugiej drużynie wymaga od nich stuprocentowego zaangażowania i żeby zrobić krok naprzód, ważny jest każdy dzień. Jestem jednak przekonany, chociaż nie będę teraz wymieniać nazwisk, że już niedługo jeden lub dwóch zawodników bez problemu poradziłoby sobie w pierwszej drużynie.