Niekonwencjonalna, lecz wciąż popełniająca błędy drużyna - analiza gry Korony Kielce
własne/ekstraklasa.tv | skomentuj (1)
Śląsk Wrocław w piątek pojedzie do Kielc, by zatrzymać rozpędzoną Koronę. Drużyna prowadzona przez Gino Lettieriego wyrasta na jedną z niespodzianek w tym sezonie. Nic dziwnego, wysokie zwycięstwo w Gdańsku sugeruje, że "złocisto-krwiści" to mocny zespół. W tej analizie obnażyliśmy jednak błędy, które należałoby wykorzystać, by wywalczyć w 15. kolejce komplet punktów.
"Zabranie się" za zespół Korony jest bardzo trudne. Kielecki zespół nie zawodzi od dłuższego czasu - ostatnią porażkę poniósł półtora miesiąca temu! 15 września koroniarze przegrali na wyjeździe z Lechem 0:1, choć byli blisko wyrównania. Nasi piątkowi rywale w ogóle tracą mało bramek. Nie licząc spotkania z Górnikiem, w którym padł wynik 3:3, Korona straciła zaledwie jednego gola w ostatnich czterech meczach. Na początek jednak warto skupić się na defensywie.
Uwaga na długie piłki
Nie ma co ukrywać, że podopieczni Gino Lettieriego nie grają futbolu na światowym poziomie. Najważniejsza jest dla nich skuteczność. Najprostszym sposobem, by przenieść ciężar gry pod bramkę rywala jest długie zagranie na któregoś z wychodzących do przodu zawodników. Tego sposobu używają również koroniarze. Na poniższym zdjęciu widać Bartosza Rymaniaka, który, w roli stopera, stara się precyzyjnym podaniem odnaleźć któregoś ze swoich kolegów z drużyny. Proszę zwrócić uwagę, że pozycja obrońcy Korony nie jest przypadkowa. Koło środkowe boiska to miejsce, w którym nie zawsze napastnicy zażarcie atakują swoich przeciwników - Rymaniak ma więc dużo czasu, by przygotować sobie piłkę do dokładnego zagrania.

Na obrazku poniżej widać, że to przynosi efekt. Jacek Kiełb wykorzystał błąd zawodnika Lechii i miał idealną szansę by zdobyć bramkę. W tej sytuacji świetnie interweniował Dusan Kuciak, ale w całym meczu "Scyzoryki" używały takich zagrań wielokrotnie i dwa razy przyniosło to zamierzony skutek.


Kluczem wysoki pressing
Podczas meczu Korony w Zabrzu dwa gole dla Górnika padły po bezpośrednim błędzie obrońców. Próbowali oni wyprowadzić piłkę krótkimi podaniami, lecz w obliczu wysokiego i bardzo agresywnego pressingu, stracili piłkę na 30. metrze przed bramką Macieja Gostomskiego.

W tej sytuacji doskonale widać moment, w którym Górnicy zaatakowali. Sytuacja trzech na trzech i pomyłka jednego ze stoperów Korony. Podopieczni Gino Lettieriego bardzo chaotycznie ustawili się przy rozpoczęciu akcji twierdząc, że nikt w tej sytuacji nie będzie próbował odbierać im piłki. Drużyna Marcina Brosza wykorzystała to dwukrotnie. Piłkarze WKS-u również mogą zwrócić uwagę na ten fragment taktyki.
Duża swoboda po przejęciu
Korona - kiedy już jest w ataku - bardzo słabo ustawia się po ewentualnej stracie. W meczu z Piastem (jednym z nielicznych, kiedy to kielczanie przegrali), raz za razem wykorzystywali to zawodnicy z Gliwic. Kiedy koroniarze stracą piłkę, ustawiają się w jednej linii, by maksymalnie opóźnić kontratak rywali. Problem w tym, że zostawiają w środku bardzo dużo miejsca.

Na powyższym obrazku mamy dwóch zaznaczonych piłkarzy Korony. Na czerwono ukazany jest Bartosz Rymaniak, który wraca się na swoją pozycję po nieudanym ataku, natomiast na niebiesko - zawodnik, który wraca do stoperów. Popełnia w tej sytuacji błąd, gdyż pozostaje ogromna luka przed pomocnikiem Piasta. Ten bez problemu posyła prostopadłą piłkę do napastnika, a ten kończy kontratak golem. Warto więc spróbować wariant, w którym jeden z szybkich i umiejących dryblować piłkarzy Śląska, był ustawiony na środku, by zbierać piłki i uruchamiać skrzydłowych.
Analiza gry Korony Kielce nie była prosta. Zwłaszcza że drużyna Gino Lettieriego gra wyjątkowo niekonwencjonalnie. Popełnia jednak błędy, które przy odpowiednim przygotowaniu, pozwolą odnieść sukces.