Ile nam da Flavio Paixão?
Flavio Paixão już podpisał kontrakt ze Śląskiem, ale wciąż nie wiadomo, czy będzie mógł występować drużynie na wiosnę. A przydałby się, bo pamiętamy słabą postawę bocznych pomocników jesienią, podczas gdy on już w pierwszym występie zasygnalizował duże możliwości. Zdobył dwie bramki w potyczce z ukraińską Howerłą Użhorod, na co potrzebował zaledwie 45 minut.
Marco Paixão okrzyknięty został odkryciem ekstraklasy minionej jesieni. Czy jego brat równie dobrze radzi sobie na boisku czy tylko – jak sugerują niektórzy – wozi się na opinii swojego bliźniaka? Flavio w swoim pierwszym sparingu we wrocławskiej drużynie popisał się dubletem i – zakładając, że na boisku nie podmienił go Marco – istotnie może wiele dać zespołowi.
Problemem może jednak być niewyjaśniona kwestia kontraktu Portugalczyka z jego dotychczasowym pracodawcą, Traktorem Sazi. Zdaniem zawodnika irański klub zalega mu z wypłatą niebagatelnej sumy półtora miliona złotych. W związku z tym piłkarz jednostronnie zerwał umowę. O tym, czy miał prawo tak zrobić, zadecydują międzynarodowe władze piłkarskie. Dziwić jednak może, że dotąd jeszcze tego nie uczyniły. Sprawa wszak ciągnie się od pół roku, a zarówno FIFA, jak i UEFA w takich przypadkach szybko rozstrzygają spór na korzyść graczy.
Jeszcze dłużej, bo od blisko 9 miesięcy Flavio nie rozegrał żadnego meczu. Z jednej strony cieszyć może fakt, że po tak długiej przerwie pokazał znakomitą skuteczność. Z drugiej: jeśli formalności przedłużą się, a portugalski pomocnik w spotkaniu rangi mistrzowskiej zagra dopiero latem, nie wiadomo w jakiej będzie wówczas formie.
Zdaniem Przeglądu Sportowego obaj bliźniacy są wzorem profesjonalnego prowadzenia się i nie grozi im zapuszczenie sylwetki.
- Jeśli prowadzi taki tryb życia i ma taką mentalność jak jego bramkostrzelny bliźniak, w Śląsku mogą spać spokojnie. Marco kiedyś w trakcie wyjazdu na mecz do Gdańska zaszokował, domagając się w autokarze śniadania. Stwierdził, że jest ósma rano, a on o tej porze je pierwszy posiłek i koniec. Kierownik drużyny musiał kupić banany, żeby udobruchać Portugalczyka.
Wrocławskich kibiców zapewne ciekawi, jak bardzo bracia są podobni do siebie i czy przeciwnicy mają duże problemy z rozpoznaniem ich. Testowany w Śląsku Anglik Tom Hateley miał okazję grać przeciwko nim w lokalnych derbach szkockiej Premier League pomiędzy jego Motherwellem, a ich Hamiltonem. Na pytanie, czy ma sposób na to, jak rozróżnić Portugalczyków, odpowiedział krótko: nie.
Przeciwko Ukraińcom Marco zagrał w pierwszej połowie, Flavio wszedł po przerwie. Czekamy zatem na ich wspólny występ. - Nie znoszę tych ciągłych tekstów „ale jesteście podobni”. Ludzie gotowi pomyśleć, że jesteśmy w zawodowej piłce tylko po to, żeby robić sobie jaja – irytuje się w "PS" ten drugi.