„Musimy nadać Śląskowi nowy rytm”
Relacja ze spotkania nowego prezesa Śląska Wrocław, Krzysztofa Hołuba i dyrektora sportowego, Adama Matyska z dziennikarzami, na którym omówiono kwestie m.in. zmiany właściciela, klubowej Akademii i najbliższych transferów.
- Dwa pytania. Po pierwsze, dlaczego spotykamy się dopiero dziś, po tygodniu? Po drugie, co oznacza, że prezes będzie piastował swoją funkcję do końca marca?
Krzysztof Hołub: - Jeżeli chodzi o to, dlaczego dzisiaj, chciałem państwu móc powiedzieć cokolwiek merytorycznego, a żeby to zrobić, chciałem chociaż przez 20 minut być w klubie. W związku z powyższym teraz już jestem w stanie odpowiedzieć państwu na szereg pytań. Zdaję sobie sprawę z tego, że dobrze jest się szybko spotykać, ale wolę, żebyście usłyszeli państwo raczej wartość merytoryczną niż piarową.
Kolejne pytanie dotyczące marca – marzec się wziął stąd, że pan prezydent uznał, że mniej więcej w tych okolicach będzie jasne, czy Śląsk będzie grał w dolnej czy górnej grupie tabeli, co ma znaczenie dla transakcji. Jeżeli ktoś, kto chce kupić Śląsk Wrocław, będzie zainteresowany dokonaniem tej transakcji, to mniej więcej w okolicach marca będzie wiedział, czy kupuje klub, który w przyszłym sezonie będzie grał w Ekstraklasie czy nie. Być może będzie to w połowie kwietnia, ale mniej więcej to będzie ten rejon. Dla każdego inwestora takie przesądzenie jest niezwykle ważne, co do co najmniej kolejnego sezonu.
- Panie prezesie, jakie są Pana główne cele w tym krótkim, trzymiesięcznym okresie?
- Powiem szczerze, że jeszcze tydzień temu odpowiedź na to pytanie brzmiałaby: „chciałbym zmienić coś w tym klubie i dać coś, co pozostałoby w marcu, co ktoś mógłby ewentualnie kontynuować”. Natomiast dzisiaj już wiem, że to jest aż tyle czasu. Można zrobić tak wiele, że nie wiem, czy są państwo gotowi na taką opowieść. Jeśli chodzi o kwestie wizerunkowe i sponsorskie klubu można zrobić po prostu bardzo dużo. Trzeba nadać jakiś nowy impuls, nowy rytm Śląskowi. Nowy impuls polega na tym, żeby Śląsk zaczął być lepiej postrzegany we Wrocławiu. Są to pewnie hasła, które być może będą odbierane za puste, ale praca wizerunkowa jest niezwykle niewdzięczna. Dzisiejsze opowiadanie o postrzeganiu klubu po meczu przegranym 0:4 jest po prostu bardzo trudne. Zresztą cały pomysł na budowanie frekwencji po wyniku tego typu jest bardzo trudny. A już na samym początku nie był łatwy. Nie ulega jednak wątpliwości, że taki trud podejmiemy, spróbujemy coś w tym zakresie zrobić. Troszeczkę niefortunnie dla mnie zdarzyło się to, że w tym momencie jest tak dużo meczów we Wrocławiu, bo nie ma co ukrywać, że moim głównym celem jest poprawa frekwencji na stadionie. Nie jestem w stanie aż tak szybko wdrożyć zmiany, które mamy w głowie, ponieważ one wymagają po prostu prozaicznych rzeczy. Albo skomunikowania się z klientami, czyli naszymi kibicami, być może zmiany w systemie sprzedaży biletów. To są takie techniczne rzeczy, które wymagają czasu. Ja zakładam, że pierwsze realne zmiany zobaczycie państwo na meczu z Arką. To jest dla mnie punkt odniesienia do tego, co poprzez bardzo prosty pijar chciałbym osiągnąć.
Jeśli chodzi o kwestie Śląska bardziej lokalnego, to właśnie metodyczna praca sponsoringowa, być może w ogromnej części zwiększenie współpracy barterowej. Na początku, żeby zainteresować marką Śląska nowe podmioty. Będziemy również starali się troszeczkę popracować nad cennikiem biletów na Śląsk. W tej chwili jest to w fazie analiz. Ja oczywiście pomysły mam, natomiast muszę je omówić w gronie ludzi, którzy de facto wdrażają te pomysły. W związku z powyższym, mam nadzieję, że w tym tygodniu pojawią się pierwsze informacje. Bardzo bym chciał, żeby one do państwa dotarły. Już wiem, że na Pogoń będzie z tym ciężko, bo pewien przekaz marketingowy został już do kibiców skierowany. W związku z powyższym, mecz z Pogonią może być już niemożliwy do odkręcenia, ale jeśli nie uda nam się tego zrobić na mecz z Arką, będę bardzo zawiedziony. Musimy po prostu mocniej się otworzyć. Musimy na stadion zaprosić ludzi, którzy w większej grupie pokochają Śląsk, a w dalszej perspektywie będą w stanie płacić za bilety i będą naszymi lojalnymi kibicami. To oczywiście wiąże się z wieloma aspektami. Z jakością widowiska, z czym wczoraj nie było najlepiej. To się wiąże z kibicami i całym przekazem dotyczącym meczu. Krótko mówiąc, Śląsk musiałby stać się bardziej „trendy”, bardziej „sexy” dla wrocławian. Praca nad tym myślę, że będzie trwała latami, natomiast ktoś po prostu musi zacząć. I żeby była jasność: ja nie twierdzę, że ktoś nie zaczął. Tylko wydaje mi się, że wśród moich współpracowników potrzeba trochę takiej nowej wiary, nowego ducha, że trzeba dalej, mocniej, więcej i wiele rzeczy jest możliwych, tylko trzeba do tego podejść odważniej.
Jeśli chodzi o transfery: w tej chwili przyglądamy się transferom, pan dyrektor je analizuje. Nie ma co ukrywać, w czerwcu jedenastu czy dwunastu zawodnikom kończą się kontrakty. W związku w powyższym jest to dla nas potężne wyzwanie organizacyjne, ponieważ poprzedni mój pobyt w Śląsku Wrocław nie wymagał ode mnie pracy w tym zakresie. Tamta cenzura czasowa nie objęła tego typu prac. Teraz obejmuje, więc to też zajmie nam trochę czasu.
- Jakie będą nowe role Pawła Żelema i Wojciecha Błońskiego w klubie? I czy będzie Pan robił przegląd pozostałych kadr?
- Nie potrafię odpowiedzieć, bo nie miałem jeszcze czasu poznać wszystkich pracowników działu marketingu. Tak naprawdę dopiero jutro odbędę spotkanie z pracownikami poszczególnych działów. Natomiast jeśli chodzi o rolę pana Pawła Żelema, jest ona dla mnie o tyle w spółce istotna, że ja po prostu nie byłbym w stanie zarządzać tą spółką na co dzień, gdyby Pawła tutaj ze mną nie było. Poza tym uważam, że trzeba zachować jakąś spójność logiczną i taką długodystansową całość sprawowania pewnej funkcji czy też władzy w spółce, żeby płynnie przejmować wiedzę, choćby na temat kontraktów. W związku z tym, że Paweł jest jedną z nielicznych osób, która dzierżyła w swoich rękach takie informacje, podjąłem decyzję o pozostawieniu go. Ja w ogóle generalnie prywatnie nie mam z Pawłem problemów we współpracy. Jest też rzecz, która jest dla nas szczególnie ważna, mianowicie współpraca z PZPN-em. To jest taki wrażliwy papierek, który gdzieś tam wszystkie kluby boli. Nie byłbym w stanie tego samodzielnie robić, nie byłbym w stanie szybko zrekrutować osoby, która mogłaby zastąpić Pawła w tych działaniach, stąd też moja decyzja. Z każdym dniem, jak tutaj pracuję, utwierdzam się, że jest ona słuszna.
Jeśli chodzi o pana Błońskiego sytuacja jest taka, że moim zdaniem większe sukcesy w jego pracy dotychczasowej są w zakresie pozyskiwania sponsorów, budowania wokół Śląska kwestii sponsoringowych. Jest strasznie zaangażowany w budowanie wizerunku Śląska też w okolicznych gminach, dzieci z Prusic, szkoły itd. Jest na początku swojej drogi, ale ta część jego pracy jest mi niezwykle potrzebna. Taka osoba jest mi potrzebna, a jej rola będzie rosła, chcąc zrealizować wszystkie założenia, o których mówimy. Oczywiście bez połączenia tego z działem marketingu i piaru nie da się nic osiągnąć, ale jest mi on potrzebny. Dodatkowo powiem, że w Śląsku rzeczywiście pracuje bardzo niewielu pracowników. Jest to spółka, w której z jednej strony jest łatwo, a z drugiej trudno uzyskiwać jakieś szczególnie spektakularne sukcesy, ponieważ chcąc osiągnąć coś więcej, napotykamy problem, że tutaj nie ma pracowników. W związku z powyższym ja nie zakładam na razie jakiś szczególnych zmian, a już na pewno nie na stanowiskach, które mnie w ogóle nie dotyczą w merytorycznej kwestii funkcjonowania klubu.
- Wiadomo już konkretnie jakie stanowiska będą piastować panowie Żelem i Błoński?
- Tak, oczywiście nie jest to tajemnicą. Chciałbym, żeby Paweł był dyrektorem wykonawczym, tzn. głównie zajmował się pilnowaniem PZPN-u i wszystkich kwestii związanych z licencjami zawodników i karami. To jest cały jeden wątek, a drugi to ten finansowy. To, na czym moim zdaniem się najlepiej zna i przekuwanie tego na jakąś wiedzę kontrolingową, czyli oszczędzanie. Akurat w oszczędzaniu jest bardzo dobry i tę cechę chciałbym u niego po prostu odpowiednio ukierunkować, żebyśmy byli w stanie prawidłowo funkcjonować. Lubię pracować z ludźmi, którzy pilnują finansów i mają to poukładane, dzięki czemu jest mi łatwiej. Zanim udałoby się rekrutować kogoś nowego do klubu, zajęłoby to trochę czasu.
- W środowisku piłkarskim szerokim echem odbiło się poparcie pana Żelema dla Józefa Wojciechowskiego w ostatnich wyborach prezesa PZPN-u. Nie boi się Pan, że przez to relacje między klubem a PZPN-em mogą być utrudnione?
- Wydaje mi się, że nie powinno mieć to wpływu. Nie wiem nawet jakie ma to znaczenie w PZPN-ie. Moim zdaniem większe znaczenie dla PZPN-u ma to, że obok mnie siedzi pan Adam Matysek niż to, że pan Żelem będzie próbował ogarniać sprawy finansowe tej spółki.
- Pytanie do Adama Matyska. Na jakich pozycjach Pana zdaniem Śląsk najpilniej potrzebuje wzmocnień i czy rozmawiał Pan już o transferach z trenerem Rumakiem?
Adam Matysek: - Moim głównym zadaniem są kwestie dotyczące pionu sportowego. Odbyliśmy z trenerem Rumakiem kilka spotkań, dosyć długich rozmów. Ja też muszę to wszystko poznać, ocenić. Oczywiście chodziłem na mecze, znam zawodników, którzy występują w tej drużynie, ale mimo wszystko, tak jak powiedział prezes, ta sprawa poszła tak dynamicznie, dwa-trzy dni temu rozpocząłem tak naprawdę pracę, a dziś już działam, załatwiam. Poznałem się oczywiście z zawodnikami i będę chciał nawiązać z nimi jak najbliższą współpracę. Będę chciał jak najwięcej informacji uzyskiwać od trenerów, całego sztabu szkoleniowego, bo to jest najważniejsza rzecz. Poza tym dotrzeć do zawodników i zorientować się, czy oni chcą zostać w klubie. Bo nie jest powiedziane, czy zawodnik nam nie odmówi, kiedy będziemy chcieli przedłużyć z nim kontrakt. Będziemy się starali, żeby jak najwięcej zawodników, o których my uważamy, że powinni zostać w klubie, pozostało. Będziemy o nich walczyć, to jest naszym celem. Nie możemy też zrobić rewolucji takiej, gdzie puścimy jedenastu zawodników i jedenastu ściągniemy. Wydaje mi się, że zadaniem moim, wspólnie z trenerem i prezesem, jest ustalenie pewnych ram jeżeli chodzi o finanse. Wszyscy zdajemy sobie sprawę jak to do tej pory się odbywało. Ja nie chciałbym dopuścić do sytuacji z ubiegłego lata, gdzie trener Rumak wyjeżdżając na obóz przygotowawczy miał siedemnastu zawodników plus czterech czy pięciu juniorów. To jest trochę słabe. Ale z czegoś to się wzięło, teraz mamy podobną sytuację. Nie ukrywam, że to są bardzo poważne tematy, których nie możemy zostawić. Wiąże się to z wspomnianym przez prezesa marketingiem i rozpoznawalnością. My chcielibyśmy, żeby kibice utożsamiali się z zawodnikami, którzy u nas grają. Pewne tematy chcielibyśmy zamknąć do świąt Bożego Narodzenia. Zostały jeszcze trzy kolejki i do powiedzmy 20-24 grudnia chcemy w miarę naszych możliwości mieć ten temat zamknięty.
Krzysztof Hołub: - W sprawie transferów dodam, że w takim klubie jak Śląsk Wrocław, przy tego typu sytuacji finansowej będę rekomendował żebyśmy transferów gotówkowych mieli mniej. Z mojego punktu widzenia oczywiście najlepiej, gdyby w ogóle ich nie było. Zdaję sobie sprawę z tego, że transfery gotówkowe są łatwiejsze niż bezgotówkowe, ale powiem zupełnie poważnie, nie po to mamy Adama Matyska w składzie, żebyśmy kupowali ludzi drogo. Chcemy kupować ich tanio i najlepszych. Każdy musi się sprężyć i robić najlepiej to, co w życiu potrafi. To są trywialne słowa, ale też strasznie sprawiedliwe. Nas po prostu nie będzie stać na spektakularne sukcesy w najbliższym dającym się przewidzieć czasie. W związku z czym, dlatego rozmawiamy o kontraktach, również dzisiaj rozmawialiśmy. Musimy z nimi przyśpieszać między innymi dlatego, że ja uważam, że jeśli nie dysponuje się potężnymi pieniędzmi w piłce, trzeba wybierać mądrze. A żeby wybierać mądrze, trzeba mieć czas. Czas do analizy i tak dalej. My będąc mało zamożni musimy być cwani, lepiej przygotowani, lepiej zarządzani. To jest prosta i jasna zasada. Jeśli chodzi o kontrakty, jeszcze w grudniu część tych ważnych dla Śląska będziemy starali się zamykać. Na pewno nie będziemy z tym czekać do stycznia, bo to nie ma sensu.
- Na jakich pozycjach Pana zdaniem Śląsk najpilniej potrzebuje wzmocnień?
Adam Matysek: - Na pewno szukamy defensywnych pomocników. Czy to będzie jeden, czy dwóch to już inna kwestia. Na pewno będziemy chcieli wzmocnić siłę ofensywną drużyny. Trzeba będzie wzmocnić ofensywne boki, lewa, prawa strona. Ten temat jest bardziej złożony niż nam się wydaje, bo jakby popatrzeć tak faktycznie, mamy małą siłę rażenia. Potrafimy może biegać, przeszkadzać, coś robić, ale mamy mało siły rażenia. Ostatnie dwa mecze, co prawda z mocnymi rywalami, pokazały, że nie strzelamy bramek. Jeżeli nie strzelasz bramek, nie możesz wygrać meczu. Tak silne jak na polskie warunki Lech czy Legia potrafią to robić i my będziemy do tego dążyli. To też będzie moim zadaniem, żeby szukać zawodników, którzy są nie tylko kreatywni, ale którzy potrafią ostatnie podanie zamienić na bramkę.
- Dochodzą do Pana sygnały, że któryś z obecnych zawodników Śląska nie będzie chciał przedłużyć kontraktu?
- Nie, nie ma takich sygnałów. Ale wielokrotnie brałem udział w takich sytuacjach. Tutaj jestem mile zaskoczony, bo nie ma takich sygnałów. Jednak, tak jak mówię, z doświadczenia wiem, że one czasem się zdarzają.
- Panie prezesie, wiadomo już coś więcej w kwestii inwestorów? Trwają rozmowy?
Krzysztof Hołub: - Miasto prowadzi rozmowy z inwestorami za pośrednictwem jednego z członków Rady Nadzorczej, pana mecenasa Masioty i to tyle mogę na ten temat powiedzieć. Trwa kompletowanie dokumentów, przesyłamy dokumenty spółki. Inwestor też orientuje się w realiach polskiego rynku futbolowego, bada możliwości klubu i miasta w tym zakresie.
- Czyli jest to inwestor z zagranicy?
- Takie stwierdzenie jest strasznym uproszczeniem. Bo jeżeli fundusz ma szesnastu właścicieli to trudno jest powiedzieć, czy on jest z zagranicy, czy nie. Tutaj inwestorów jest więcej niż jeden, więc jest i tak, i tak. Dzisiaj nie ma to znaczenia. Dzisiaj polski inwestor kupuje przez spółki cypryjskie. Takie stwierdzenie to zbyt duże uproszczenie, przypomnę, że poprzednim właścicielem Śląska też była firma zarejestrowana na Cyprze.
- Pan był już w Śląsku. Jeśli może Pan porównać, teraz jest łatwiej czy trudniej?
- Zdecydowanie sytuacja jest trudniejsza. Z mojego punktu widzenia jestem tutaj w o tyle niefortunnym dla mnie czasie, że muszę podejmować decyzje, na których się nie znam, to znaczy decyzje sportowe dotyczące kontraktów, transferów i to jest dla mnie spora niedogodność. Wiem, że będzie mi to zajmowało czas, bo będę na początku męczył dyrektora sportowego i trenera, żeby tłumaczyli mi, dlaczego podejmujemy takie a nie inne decyzje w sprawie transferów. I to nie będzie łatwe, zresztą na ten temat rozmawialiśmy. Po drugie, ostatnim razem w spółce było zdecydowanie więcej osób, których potencjał ludzki był na tyle duży, że można było zebrać grupę ludzi i cokolwiek zrobić. W tej chwili jest tak mało pracowników, że trudno zebrać się i coś fajnego zrobić. Nie ukrywam, że jest to dla mnie zaskoczeniem, ale i problem. Musimy wykrzesać z potencjału osobowego spółki jeszcze trochę, żeby coś zmienić.
- Mógłby Pan podać jakieś dwa-trzy przykłady pomysłów na pracę nad wizerunkiem np. poprzez media społecznościowe?
- Najłatwiej oczywiście zadziałać na mediach społecznościowych. Przekaz meczowy mógłby ulec zmianie. Sygnał jest wielowątkowy. Przede wszystkim chciałbym, żebyśmy zmienili zasadę dotyczącą cennika. Mamy cennik na mecze z teoretycznie słabszymi, mniej popularnymi przeciwnikami i bardziej popularnymi, choćby i m.in. na to co się wydarzyło wczoraj. Uważam, że powinien być jeden ujednolicony cennik. Uważam też, że dzieci do lat 13 powinny wchodzić na wszystkie mecze za darmo, oczywiście pod opieką dorosłych. Również seniorzy powinni wchodzić na mecze bądź za darmo, bądź tylko za symboliczną opłatą. Uważam, że to potężna grupa sprzedażowa, do której w tym momencie Śląsk się w ogóle nie odzywa.
Uważam też, że wszystkie dzieciaczki z zespołów młodzieżowych Śląska powinny wchodzić na mecze za darmo. Generalnie chciałbym, żebyśmy na naszym Facebooku poprawili komunikację dotyczącą kompleksowości Śląska. Póki co nie komunikujemy tam, co się dzieje w młodszych grupach, nie znamy gwiazd, które mają teraz lat siedem, dziewięć, a takie dzieciaki są i musimy je pokazywać. Dobrze byłoby pokazywać je w zestawieniu z zawodnikami pierwszego składu. Chodzi po prostu o to, żeby pokazywać mieszkańcom Śląsk taki, jaki jest. To znaczy, że mamy Akademię, na którą wydajemy ponad miliard złotych rocznie. Nie widać tego w przekazie Śląska. Oczywiście pokazujemy piłkarzy pierwszego zespołu, wszystko super, ale są jeszcze zawodnicy drugiego zespołu i ludzie, którzy pracują w backgroundzie. Brakuje pokazania Śląska jako takiej naprawdę szerokiej rodziny. Ten przekaz byłby o tyle pozytywny, że dzieci są po prostu super postrzegane, być może przeniosłoby się to nawet na jakiś element sponsoringowy, bo jest bardzo wiele firm, które chcą dotrzeć do dzieci. Oczywiście, trzeba na to strasznie uważać. Są jednak firmy, które wytwarzają produkty dla dzieci i one mogłyby być sponsorem grup młodzieżowych, ale nie wiedzą, że takie w ogóle istnieją. Dlatego ciężko znaleźć sponsora. Efekty tych działań przyjdą za bardzo długi czas. Chciałbym też pokazać rodziny – piłkarzy w młodszych grupach, ale i rodziców, którzy namawiają ich do tego, że warto się ruszać. To jest głębsza filozofia. Chciałbym, żeby te dzieciaczki były na każdym meczu Śląska widoczne, żebyśmy budowali jedną rodzinę. Tak samo od pewnego wieku, chcielibyśmy pokazywać ich w mediach społecznościowych, żeby dzieci mogły zobaczyć swój trening, osiągnięcia.
Jeżeli chodzi o piłkarzy – wszyscy wiedzą jak grają, ale musimy poznać ich jako ludzi. Chciałbym, żeby piłkarze, którzy są kontuzjowani, mają przerwy, regularnie odwiedzali zawodników młodszych zespołów, a raz na pół roku, żeby dzieci mogły brać udział w treningu z seniorami. To jest gigantyczna praca do wykonania, do której potrzeba sztabu dobrze zorganizowanych ludzi.
Jedna rzecz jest dla mnie pozytywna – razem z Adamem mamy chęć, że to trzeba zrobić. Oczywiście, możemy dalej robić to samo, co do tej pory, ale wtedy mieszkańcy nie poznają Śląska z innej strony. To jest też sygnał do radnych, do mieszkańców, że pieniądze publiczne, które trafiają do Śląska są wydawane nie tylko w taki sposób, jak przedstawiają to media. Gdzieś z tyłu są dzieci, w które też inwestujemy. Może nie tak dużo jak w pierwszy zespół, ale jednak. To samo dotyczy sponsorów. W tej chwili potencjał reklamowy Śląska nie jest duży. Jego wycena na rynku nie jest porażająca. Żeby ta wycena Śląska się zmieniła trzeba dokonać jakichś korekt. Dalej możemy proponować reklamę za jakieś, niemałe zresztą pieniądze. Pytanie jest tylko takie, czy z punktu widzenia reklamodawcy istnieje odpowiednia korelacja pomiędzy ceną a jakością, za jaką ją kupuje. W mojej ocenie nie. I nie boję się tego mówić. Po prostu sądzę, że cena przekazu reklamowego musi zostać zmniejszona po to, żeby stworzyła się szersza grupa sponsorów, którzy zrozumieją sens i cel swojego funkcjonowania w ramach Śląska, a być może kiedyś, za jakiś czas uda się powrócić do lepszych stawek reklamowych. Oczywiście to wszystko będzie trwało latami. Taką prace, moim zdaniem jeśli nie bardzo dobrze to co najmniej dobrze, wykonał Lech. Poprzez dobre ciułanie sobie na tym polu poradził. Lech jest takim klubem, do którego można by się w tej kwestii odnosić. Przed nami ogromna praca do wykonania.
- Jak daleko od objęcia Akademii jest Tadeusz Pawłowski?
- Nie mam zielonego pojęcia, jak daleko. Pan prezydent widzi pana Tadeusza Pawłowskiego w roli szefa Akademii. Ja muszę się spotkać z panem Pawłowskim i porozumieć, jak ma to wyglądać, jeśli chodzi o szczegóły i detale. Bo diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. Wiem, że pan dyrektor Matysek też chciałby poznać strategię na działanie tej Akademii, może jakiś program naprawczy, jeśli ona w ogóle go wymaga. W mojej ocenie na pewno wymaga poprawy piarowej, bo na pewno musi tutaj zaistnieć wizerunkowo. Przede wszystkim w mediach społecznościowych, bo na nie nas jedynie stać. To też problem Śląska, że nie stać nas na jakąś reklamę, żeby billboardami obkleić pół miasta, niestety musimy działać w ramach budżetu, który mamy. Natomiast chcielibyśmy, żeby to było profesjonalne, żebyśmy mogli powiedzieć jaki dokładnie jest pomysł na akademię i do jakiego momentu ona zmierza. Pewnie w tym tygodniu takie spotkanie będzie miało miejsce i będę informować o jego wynikach. Chyba, że nie ulegnie rozstrzygnięciu, to wtedy w przyszłym.
- Jak ocenia Pan kondycję finansową spółki?
- Jestem zaskoczony sytuacją finansową spółki, bo spodziewałem się, że będzie gorzej. Wiem, że brzmi to trochę abstrakcyjnie. Natomiast spółka jest płynna, co istotne, nie ma tutaj szczególnych problemów. Jednak w kontekście transferów i kwestiach pionu sportowego oczywiście będą potrzebne pieniądze. I pewnie te pieniądze, które są w budżecie miasta zapisane na 2017 rok będą musiały do spółki po prostu trafić, żeby móc wystartować z kontraktami i rozpocząć rozmowy z przyszłymi zawodnikami. Nie potrafię powiedzieć, jak będzie wyglądało dalsze finansowanie tego klubu. W marcu moja misja się kończy. Mam nadzieję, że spółkę po prostu uda się sprzedać inwestorowi prywatnemu, który w nią zainwestuje. Pytanie istotne, kiedy on ją kupi, bo to wcale nie musi być kwiecień. Może czerwiec, a może inny termin.
- Wtedy zostałby Pan na dłużej?
- Pewnie z przyczyn utylitarnych, wtedy już zostanę dłużej. Bardzo bym chciał, żebyśmy szybko rozstrzygnęli te kwestie sprzedażowe, bo one są mocno czasochłonne. Interesują media, klub, zawodników, potencjalnych zawodników. Nie można sprzedawać tego klubu miesiącami albo jeszcze dłużej. Jeśli jest poważny potencjalny inwestor to trzeba sprawdzić, czy rzeczywiście taki jest. Wracając jeszcze do pytania, która z moich misji jest trudniejsza – tamta była o tyle łatwiejsza, że miałem za zadanie jakby odkupić akcje. Teraz sytuacja jest o tyle trudniejsza, że będę musiał sprzedać akcje. Podmiot być może rozważa kupno lub chce kupić, ale stawia warunki i sam sprzedający jako miasto też stawia warunki. Bo dalibyśmy radę sprzedać spółkę już w tym roku, ale nie na warunkach, jakie stawia miasto. Miasto stawia naprawdę wymagające warunki dla inwestora, bo chce zabezpieczyć klub i dobro Śląska. To jest prawdziwe wyzwanie – czy uda się znaleźć inwestora, który będzie w stanie znieść te warunki lub spróbować dojść do jakiegoś porozumienia. To będzie niezwykle ważne, również przy ocenie mojej pracy w marcu. Pan prezydent od początku mówi: „tak, ja chciałbym tę spółkę sprzedać, żeby dobry, fajny prywatny inwestor ją znalazł”. W mojej ocenie co dziesiąty inwestor, który chciałby ją kupić, jest fajny. Fajny to znaczy mocny, wiarygodny, wypłacalny, rzetelny itd. A z tych dziesięciu procent tylko dziesięć będzie w stanie spełnić oczekiwania miasta, żeby klub grał na Stadionie Miejskim, żeby miasto miało jakiś wpływ na to, co się w tym klubie dzieje, żeby inwestor miał jakiś wpływ na to, co dzieje się na stadionie. Jest jeszcze kwestia samego znaku towarowego Śląska Wrocław. I co się stanie jeśli klub spadnie – miasto chciałoby mieć wpływ w takiej sytuacji albo na jakiś ewentualny odkup z powrotem tego klubu. Chce mieć jakieś zabezpieczenia, żebyśmy nie znaleźli się na powrót w pierwszej lidze albo jeszcze niżej. W związku z tym proszę zrozumieć, że jest to trudna transakcja.
- Z tego co Pan mówi, że miasto dopuszcza możliwość, że w 2017 roku Śląsk pozostanie dalej klubem miejskim?
- Tak. Ja będę pracował nad sprzedażą ile tylko mi wystarczy zdrowia. Nikt nie zagwarantuje nam jednak, że taka transakcja będzie miała miejsce. Nikt nie powie, że Śląsk na 100% zostanie sprzedany. Ale z całych sił staramy się, aby tak było.
- A nawet jeśli tak, to rozumiemy, że dyrektor Matysek pozostanie na swoim stanowisku?
Adam Matysek: - Ja niejednokrotnie mówiłem, że nie mam parcia na to, żeby być, kiedy ktoś mnie nie chce. Jeżeli dojdzie do sytuacji, że tak będzie musiało być, to oczywiście to zaakceptuję. Ale powiem szczerze, że ja teraz mam chyba ważniejsze rzeczy do zrobienia. Bieżące, aktualne. One są tak ważne, że na razie chciałbym się zająć nimi, a co będzie w marcu, w kwietniu czy w czerwcu to nie zaprząta mi głowy. Ja na sprzedaż klubu nie mam wpływu, nie uczestniczę w rozmowach. Oczywiście, jeśli wola firmy, która odkupi klub będzie taka, żebym został to chętnie będę dalej współpracował.
- Problem w przedłużaniu kontraktów czy transferach nowych zawodników może wynikać z tego, że będą oni pytali o przyszłość, nowego inwestora, a póki co nie będziecie mogli panowie powiedzieć, jak sprawa właścicielska ukształtuje się za trzy, cztery miesiące.
Krzysztof Hołub: - Dokładając jeszcze cegiełkę do tego, jak trudna jest to transakcja. Miasto poszukuje inwestora, który przyjdzie tutaj, ale nie zrobi kompletnej rewolucji. Ja wykluczam sytuację, w której ktoś przyjdzie do klubu i zwolni wszystkich pracowników bez względu na to, czy są profesjonalni jak Adam Matysek czy obojętnie jacy, tylko po to, żeby ich zwolnić. To samo jest z zawodnikami. Odpowiem inaczej: sytuacja jest nie tyle trudniejsza, że musimy myśleć to co zawodnicy, ale dlatego, że musimy pozyskać takich zawodników, którzy zwiększą cenę tego klubu w sytuacji dokonywania transakcji. W związku z powyższym to jest poważne wyzwanie – żeby inwestor kupił klub, który jest w miarę profesjonalnie zarządzany, przewidywalny, jeśli chodzi o kwestie prawne, finansowe oraz właśnie sportowe.
Biorąc pod uwagę, że zazwyczaj tego typu inwestorzy to nie są jednak byli piłkarze, to ktoś chce kupić pakiet, w którym ma zapewniony byt przynajmniej na pewien czas. Ten byt to jest kwestia płynności operacyjnej. W naszej spółce taką płynność zapewniają piłkarze, zespół. Dlatego problemem dla inwestora nie byłoby np. gdyby zapadł się budynek, bo wynajmie inny. Katastrofa dla niego będzie wtedy, kiedy zabraknie zawodników i zespół nie będzie uczestniczył w rozgrywkach. Więc spodziewam się, że to nie będzie kluczowy element przy kontraktowaniu samych piłkarzy, chociaż menadżerowie na pewno będą pytać się o przyszłość klubu.
- Co z polityką historyczną klubu? Mówi się, że byli piłkarze Śląska są niedoceniani, otwarta pozostaje kwestia muzeum Śląska Wrocław.
- Pierwsze pytanie to oczko w głowie Adama. On uważa, że byli piłkarze, jego legendy, są średnio tutaj widoczni, teraz rozmawiamy z panem Pawłowskim… Spróbujemy coś z tym zrobić. Ale ja też nie potrafię powiedzieć, czy z tą sprawą zdążę, mogę po prostu nie zdążyć.
Jeżeli chodzi o muzeum to na pewno nie, nie zdążę tego zrobić. Nie jestem w stanie fizycznie tego udźwignąć. Przykro mi, że to mówię, ale moim zdaniem są ważniejsze sprawy. Zanim zbudujemy Muzeum Śląska, po prostu zbudujmy lepszy ten klub, a dopiero potem spróbujmy coś zrobić więcej. Po prostu ogromną uwagę przykładam do tego, co teraz się mówi o Śląsku. To jest bardzo słabe. Mieszkańcy mówią o nim słabo, współpracownicy mówią o nim słabo, radni mówią o nim słabo, politycy mówią słabo… No wszyscy mówią o nim słabo. A wszyscy muszą mówić, że jest chociaż dobrze. Ja nie mówię bardzo dobrze, ale że jest dobrze, że jest klub, że klub działa, że są dzieci, że kształci dzieci, że są jakieś efekty i działania sportowe tego klubu. No, mega prosta rzecz, a jednak mega trudna.
Na koniec chciałbym jeszcze podziękować panu Patalasowi za to, że był w radzie. Chciałbym oficjalnie podziękować mu w imieniu klubu. Wiem, że w piątek widział się z zawodnikami, ale w imieniu klubu chciałbym mu serdecznie podziękować. Historia stoi za nim, ogromne sukcesy i cóż, wielkie dzięki. Możliwe, że będzie nam jeszcze gdzieś przy Śląsku pomagał. Dzisiaj nie ma tu z nami prezydenta Bluja, który będzie przewodniczącym rady. To też jest rodzaj pewnej zmiany, jakiś sygnał, że po prostu bierzemy na siebie tę komunikację i sami ze spółki spróbujemy to udźwignąć.