24.08.2014 (17:59) |

Plan mieliśmy taki, żeby wziąć pod lupę Flavia i porównać jego grę w ataku do Tuszyńskiego lub Piątkowskiego. Pokrzyżował go jednak trener Pawłowski, który na szpicy ustawił Mateusza Machaja. Tuszyński biegał z kolei za plecami swojego kolegi z napadu, a po ponad godzinie – gdy Jaga grała już w dziesiątkę – został ustawiony z lewej strony boiska. Pojedynek dotyczył więc tak naprawdę dwóch fałszywych napastników, ale o kompletnie innej charakterystyce. Widać to w statystykach. Gracz z Białegostoku grał jak taran: chętnie i skutecznie dryblował, powalał rywali bądź sam był faulowany. Co ciekawe – nie oddał żadnego strzału na bramkę Pawełka. Machaj inaczej: szukał gry, ale odnalazł ją dopiero po przerwie, gdy zrobiło się więcej miejsca. Wtedy też asystował przy golu Ostrowskiego i podawał do Flavia, który był faulowany w polu karnym. Eksperyment jednak zawiódł, ale nie z winy Machaja – on się po prostu dobrze czuje tylko w środku pola, w centrum wydarzeń. [więcej]