15.04.2015 (11:15) |
Nikt z czołówki nie zgarnął trzech punktów, a porażki uniknął – przy dużym udziale szczęścia i pomocy sędziego – tylko Lech. Wyobraźmy sobie, że w Hiszpanii weekend bez wygranej solidarnie zaliczają zespoły Barcelony, Realu, Atletico, Valencii i Sevilli. Niepojęte? U nas możliwe, bo w T-Mobile Ekstraklasie gradacji poziomów po prostu nie ma. A już za kuriozum należy uznać to, że w najbliższej kolejce najciekawiej zapowiada się mecz Legii z Zawiszą, a więc lidera z zespołem zamykającym tabelę. W normalnej lidze nad takim starciem przechodzi się do porządku dziennego. Faworyt dopisuje sobie trzy punkty przed meczem, jakiś snajper liczy na poprawienie statystyk, a do sensacji dochodzi od wielkiego dzwonu. Tymczasem należy się zastanowić, czy brak zwycięstwa Legii można by w ogóle nazwać sensacją. Nawet jeśli tak, to spodziewam się, że bydgoszczanie napsują mistrzowi Polski sporo krwi. [więcej]