Zmarł Joachim Stachuła
W wieku 73 lat, po długiej chorobie, zmarł w sobotę w Wałbrzychu Joachim Stachuła, strzelec pierwszej w historii bramki w ekstraklasie dla Śląska Wrocław (19 sierpnia 1964 roku w wygranym meczu z Gwardią Warszawa 2:1), współautor historycznego awansu Śląska do ekstraklasy w 1964 r., kapitan zespołu rok później, reprezentant Polski.
Rozegrał w barwach WKS-u 58 spotkań, z czego 36 w ekstraklasie. Strzelił 13 bramek (9 w najwyższej klasie rozgrywkowej).
Sylwetkę ś.p. Joachima Stachuły przedstawialiśmy w jednym z pierwszych odcinków Alei Gwiazd.

Około setka kibiców zgromadzonych na krytej trybunie stadionu przy Oporowskiej liczyła na występ Erica Mouloungui, jednak nie było im dane zobaczyć go na boisku. Dostali za to możliwość obejrzenia w akcji Adama Kokoszki, który wystąpił w pierwszym składzie. [
Przemysław Kaźmierczak: Nie zgubił nas dziś minimalizm. Gdyby tak było, nie stwarzalibyśmy sytuacji. A one były, tylko zabrakło skuteczności lub dokładnego ostatniego podania. Tymczasem Ruch ostro walczył i udało im się wyrównać. Szkoda, że wywalczyliśmy tu tylko jeden punkt. Chcemy, żeby wyniki były jak najlepsze, walczymy, staramy się, a z każdym meczem powinniśmy dokładać lepszą grę. Skupiam się na grze w klubie, nie wiem, czy zostanę powołany do reprezentacji. I z Daliborem, i z Rokiem dobrze się gra. Dziś trener ustawił zespół z tym drugim graczem. Z Rokiem nie zagramy w pucharze, więc myślę, że wróci Dalibor.
Sebastian Mila: Boli nas ten remis, nie potrafimy tego zaakceptować. Jutro będzie trudny dzień, bo będzie trzeba to strawić. Musimy się zmobilizować, mam nadzieję, że taki pech nas już nie spotka. Mimo wszystko start rundy nie jest najgorszy, jesteśmy nieźle przygotowani. Gdy gra się o mistrzostwo, chciałoby się wygrywać każdy mecz, ale nie jest to proste. Bywają takie dni jak dzisiaj, taki jest futbol. [
Waldemar Sobota: Gra nie wyglądała najgorzej, prowadziliśmy, chcieliśmy dowieźć to prowadzenie. Nie udało się, wydaje mi się że zasłużyliśmy, ale w piłce walczy się do końca. Bardzo ładna bramka Przemka Kaźmierczaka to tylko marne pocieszenie, w drugiej połowie ruch zaczął grać lepiej, ciężko było o kolejne sytuacje, pokazaliśmy za to ze nie jesteśmy tylko od stałych fragmentów gry i potrafimy tez z akcji zdobywać gole. [
Stanislav Levy: Był to mecz, w którym okazje na zwycięstwo miały oba zespoły. Wyszliśmy na prowadzenie po przepięknej bramce Przemka Kaźmierczaka. Mieliśmy jeszcze kilka okazji żeby powiększyć przewagę. Niestety nam się nie udało. W zamian za to w końcówce spotkania nie pokryliśmy przy stałym fragmencie gry. Kosztowało nas to zwycięstwo. Nie wiem czy nie było tam faulu na Mariuszu Pawelcu. Ale o tym będę mógł się wypowiedzieć później. Myślę, ze gospodarze też mieli swoje okazje. Także ten remis jest sprawiedliwy. [