22.07.2012 (15:06) | Krzysztof Banasik
Dariusza Sztylka piłkarskim doświadczeniem mógłby obdarować wielu kolegów z zespołu. W barwach Śląska grał w I lidze, z tym samym klubem spadł do trzeciej, by stać się symbolem narodzin nowego, Wielkiego Śląska. Swoją przygodę z futbolem Sztylka zakończył w najlepszym dla wrocławskiego klubu okresie od czasów Janusza Sybisa i spółki. W zeszłym sezonie zielono-biało-czerwoni zagrali po raz pierwszy od 1987 roku w europejskich pucharach, a sezon ligowy zakończyli ze złotymi medalami na szyi. Sztylka przetrwał najgorsze dla Śląska lata, był wieloletnim kapitanem WKS-u i żal było patrzeć, jak dzisiaj przed meczem z Athletic tę żywą legendę oklaskiwała garstka publiczności, a nie wypełniony po brzegi stadion. To w najbliższą środę, w meczu o coś, 40 tysięcy gardeł, które wiedziałoby, kto to jest „Sztyla”, powinno krzyknąć z całych sił jego nazwisko. Sztylka swoją grą tłumów nie zachywacał, był typowym rzemieślnikiem, ale posiada bardzo ważną cechę, która powoli wymiera – wierność i przywiązanie do barw klubowych ponad pieniądze. Darek – DZIĘKUJEMY!